Irańskie piłkarki Fatemeh Pasandideh i Atefeh Ramezanisadeh trenują z klubem Brisbane Roar po tym, jak otrzymały azyl i zdecydowały się zostać w Australii. Pierwotnie wizy humanitarne zostały przyznane siedmiu zawodniczkom, jednak pięć z nich zrezygnowało i opuściło Australię.
- Dwie irańskie piłkarki trenują w Brisbane Roar - otrzymały azyl i pozostały w Australii.
- Pięć innych zawodniczek opuściło Australię mimo przyznanych wiz humanitarnych.
- Australijski klub i rząd zapewniają piłkarkom wsparcie i ochronę.
- Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.
Fatemeh Pasandideh i Atefeh Ramezanisadeh pojawiły się w barwach klubu na zdjęciu zespołu, zamieszczonym na Instagramie. Zespół Brisbane Roar, grający w najwyższej australijskiej lidze kobiet A-League, opublikował też nagranie z powitania zawodniczek.
"Wciąż jesteśmy zaangażowani w zapewnienie im wspierającego środowiska, gdy będą pokonywać kolejne etapy" - napisał prezes klubu Kaz Patafta.
Obie zawodniczki skomentowały post. "Dziękujemy za wszystko" - napisała Ramezanisadeh. Klub odmówił dalszych komentarzy i skierował wszystkie pytania do australijskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
W zeszłym tygodniu Roar zaoferował zawodniczkom "miejsce do trenowania, gry i przynależności", jak napisał w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych.
Urzędnicy poinformowali natomiast, że zostały one przeniesione w tajne, bezpieczne miejsce i otrzymują pomoc od rządu. Nie udzielały wywiadów, ale Pasandideh opublikowała na profilu internetowym wspólne zdjęcie z Jill Ellis, dyrektor generalną FIFA ds. piłki nożnej, z podpisem: "Wszystko będzie dobrze".
Informacja o treningu dwóch irańskich piłkarek pojawiła się po tym, jak reszta reprezentacji, która uczestniczyła w turnieju o Puchar Azji, opuściła Malezję i udała się do Omanu.
Wizy humanitarne australijski rząd przyznał najpierw pięciu irańskim piłkarkom, a później chęć pozostania w tym kraju wyraziły jeszcze dwie osoby. Łącznie sześć zawodniczek i jeden członek sztabu początkowo przyjęli ofertę azylu i gwarancję stałego pobytu w Australii. Tymczasem ich koleżanki z drużyny wyleciały z Sydney do Kuala Lumpur 10 marca.
Jednak w ciągu następnych kilku dni pięć z osób, którym australijskie władze udzieliły pomocy, zmieniło zdanie. Dołączyli oni do swoich koleżanek z drużyny, przebywających w Malezji. Publicznie nie podano przyczyn zmiany decyzji. Pojawiły się jednak doniesienia, że reżim irański posłużył się rodzinami piłkarek jako zakładnikami, by zmusić je do powrotu do kraju - podkreślił australijski dziennik "Daily Telegraph".
Obawy o bezpieczeństwo zawodniczek pojawiły się w związku z tym, że milczały 2 marca podczas odgrywania hymnu narodowego przed meczem z Koreą Południową. Spotkanie odbyło się w czwartym dniu amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran. Piłkarki zostały nazwane w państwowej telewizji "zdrajczyniami" i tak ten gest oceniło wielu radykałów w Iranie.
Z kolei w kolejnych meczach z Australią, a potem z Filipinami, Iranki śpiewały swój hymn, jednocześnie salutując. Wzbudziło to podejrzenia, że zawodniczki mogły być pod presją przedstawicieli irańskiego reżimu.