Niedziela - trzy mecze i choć żaden nie był wielkim spektaklem, to każdy z nich z jakiegoś powodu przejdzie do historii, a z pewnością zostanie przez wielu zapamiętany. Kolejne dni tylko potwierdzają, że na razie mamy świetny mundial!

REKLAMA
Zobacz również:

Grać i walczyć do ostatniego gwizdka

Zaczęło się od pojedynku Szwajcaria-Ekwador. Przyznam, że mecz mi się nie podobał. Ekwador jakiś taki toporny, Szwajcaria też daleka od polotu. Po to jest jednak trener pokroju Ottmara Hitzfelda, żeby reagować i zareagował. Wprowadzony po przerwie Admir Mehmedi na wyrównanie czekał 120 sekund. Wreszcie w doliczonym czasie gry trafił Haris Seferović. Co to była za akcja! Jeszcze pół minuty wcześniej wygraną Ekwadorowi mógł dać Michel Arroyo, ale w polu karnym powstrzymał go Valon Behrami i ruszyła akcja Helwetów. Behrami biegnie z piłką, jest faulowany, przewraca się, ale co z tego. Sędzia Rawszan Irmatow pokazuje przywilej korzyści (świetne zachowanie arbitra), piłkarz zbiera się z murawy dopada do piłki i leci dalej. Po chwili dośrodkowanie kolejnego ze Szwajcarów, gol i zaraz potem ostatni gwizdek arbitra. Wspaniała akcja i idealna pokazanie tego, że futbol jest nieprzewidywalny!

Goal-line się sprawdził

W drugim meczu Francja-Honduras emocje też jak na grzybach, choć w drugiej połowie na boisku pojawił się Boniek Garcia, więc zrobiło się nieco sentymentalnie. To co jednak warte zapamiętania, to debiut technologii "goal-line". Zadziałała! Karim Benzema trafił w słupek. Golkiper Hondurasu zaskoczony, bo piłka trafia lecąca po linii bramkowej, uderza w jego rękę i leci do siatki. Noel Valladares wygarnia ją, ale czy przed linią czy za? Sędzia nie ma wątpliwości - za linią. Po chwili potwierdzają to powtórki. Także udało się - system działa. Ktoś pewnie odetchnął z ulgą.

Bośnia debiutuje

Na koniec mecz Argentyny z Bośnią i Hercegowiną. Ten zapamiętać powinniśmy z uwagi na debiut Bośniaków ich premierowego gola na mistrzostwach. Vedad Ibisević potwierdził to, o czym mówiono wcześniej - Sergio Romero to co najwyżej przeciętny bramkarz i Albicelestes mogą tracić głupie bramki... Nie taką znów głupią strzelił za to Leo Messi. Czekał na to od mistrzostw w 2006 roku, więc miał powody do radości. To był drugi mundialowy gol asa Barcelony w 9 meczu. Średnia dla takiego mistrza jak on - ciągle zawstydzająca.