Żadna z baz wojskowych, w której na Bliskim Wschodzie stacjonują polscy żołnierze, nie była od początku trwającego konfliktu w regionie obiektem ataku ze strony Iranu - usłyszał w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych reporter RMF FM.
- Chcesz być na bieżąco? Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl.
Polska ma kontyngenty wojskowe w Libanie w ramach ONZ oraz w Iraku - wraz z sojusznikami z NATO. Co konflikt na Bliskim Wschodzie zmienił w funkcjonowaniu naszych żołnierzy? W kontyngentach wdrożono podwyższone standardy bezpieczeństwa. Jednym z elementów jest bezwzględny nakaz stosowania kamizelek kuloodpornych oraz hełmów w trakcie realizacji wszelkich zadań.
Żołnierze częściej schodzą też do schronów. To jednak standardowa procedura w czasie, gdy ogłaszany jest alarm powietrzny. Ta sytuacja częściej zdarza się w Libanie - Polacy stacjonują na pograniczu libańsko-izraelskim.
Z informacji, które uzyskał reporter RMF FM Krzysztof Zasada, wynika natomiast, że nie zmienił się zakres obowiązków naszych wojskowych, którzy realizują zadania powierzone w ramach misji w niezmieniony w stosunku do czasu przed konfliktem sposób. Nie ma też żadnych sygnałów, by wycofywać misje, w ramach których służą polscy żołnierze.
O bezpieczeństwie naszych żołnierzy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem rozmawiał korespondent RMF FM w Stanach Zjednoczonych Paweł Żuchowski.
Jest to dla nas absolutny priorytet. Już od kilku dni działamy w rygorach najwyższych poziomów bezpieczeństwa. To są określone procedury. Jeżeli jest alarm, to schodzenie do schronów. To jest nie tylko rejon Zatoki, nie tylko polski kontyngent wojskowy w Iraku, ale również Liban, bo przecież tam rozpoczął się ostrzał najpierw ze strony Hezbollahu, później odpowiedź Izraela, więc nasi na „blue linie”, mówiąc już takim językiem wojskowym, czyli w miejscu, gdzie jest granica libańsko-izraelska, alarmy schronowe, stosowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa, nieopuszczanie często baz, działanie na podstawie mandatu, ale skupiając się na zachowaniu własnego bezpieczeństwa - powiedział szef MON.
Wszystko dzisiaj meldował dowódca operacyjny. Oczywiście jest to sytuacja, która jak zawsze rodzi wszelkie możliwe ryzyka dla wszystkich przebywających w tamtym regionie i dla obywateli danych państw, szczególnie tych, które doświadczają konfliktu, jak również dla żołnierzy tam przebywających. Więc wszystkie procedury i wszystkie scenariusze, to polecenie dowódca operacyjny wykonał już wcześniej - dodał wicepremier.