Dziś tuż po południu pracę ma stracić wiceprezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Andrzej Parafianowicz. Reporter RMF FM Krzysztof Berenda ustalił w spółce, że los Parafianowicza jest już przesądzony. To pierwsza dymisja po taśmach ujawnionych przez "Wprost".

REKLAMA

Odwoływany dziś wiceprezes nie dostanie żadnej odprawy. PGNiG zapewnia, że odwoływanym członkom zarządu nie przysługują dodatkowe pieniądze. Andrzej Parafianowicz nie załapie się także na odszkodowanie wynikające z zakazu konkurencji. Pracował w spółce niecałe siedem miesięcy, a zakaz konkurencji przysługuje po dziewięciu miesiącach. Gdyby jeszcze trochę się utrzymał, to dostawałby dodatkową pensję przez rok. Nawet po zwolnieniu.

Dymisja Parafianowicza dotyczy jego działań, gdy było on wiceministrem finansów. W trakcie ujawnionej rozmowy z byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem, Parafianowicz chwali się, że blokował między innymi postępowanie skarbówki w sprawie Nowaka i jego żony. Obiecywał także pomoc w sprawie obecnej kontroli, powołując się na znajomości. PRZECZYTAJ ZAPIS ROZMÓW NOWAK-PARAFIANOWICZ.

Wczoraj Parafianowicz wydał oświadczenie, że nigdy nie przekroczył przepisów. "W trakcie całej mojej pracy zawodowej, nigdy nie przekroczyłem przepisów prawa, ani przysługujących mi uprawnień" - napisał w liście do swoich przełożonych w PGNiG.

Finanse Moniki Nowak zostały ponownie skontrolowane. W trakcie kontroli ws. żony b. ministra Sławomira Nowaka stwierdzono nieprawidłowości, m.in. wpłaty bankowe oraz za pomocą kart płatniczych niepotwierdzone paragonami, niezaksięgowanie przychodu ze sprzedaży samochodu - powiedział Służby Celnej Jacek Kapica.

(jad)