Odpowiedź na pytanie o śmiertelność z powodu infekcji nowym wirusem ma kluczowe znaczenie dla planowania odpowiedzi na zagrożenie epidemią. Dlatego właśnie od samego początku pandemii COVID-19 naukowcy starają się ustalić wartość tak zwanego współczynnika śmiertelności z powodu infekcji - IFR. Jak pisze na swej stronie internetowej czasopismo "Nature", po miesiącach zbierania danych, badacze zbliżają się już do rozwiązania tej trudnej zagadki. Najnowsze doniesienia wskazują na to, że na COVID-19 umiera od pół procent do procenta wszystkich zakażonych koronawirusem osób. Śmiertelność u osób powyżej 65. roku życia może być jednak kilkukrotnie wyższa.

REKLAMA

Ustalenie rzeczywistej wartości współczynnika IFR jest trudne, odnosi się on bowiem do całkowitej liczby zakażonych, a nie tylko osób, u których obecność koronawirusa potwierdzono. Przy dużej liczbie przypadków bezobjawowych ocena rzeczywistej liczby osób, u których doszło do infekcji jest obarczona dużym błędem. IFR jest jednym z najważniejszych czynników, obok progu odporności zbiorowej, który decyduje o skali epidemii i wskazuje na to, jak poważnie powinniśmy ją traktować - mówi Robert Verity, epidemiolog z Imperial College London.

Precyzyjne określenie IFR jest poważnym wyzwaniem w przypadku każdej epidemii, ale przy COVID-19 sytuacja jest jeszcze trudniejsza - dodaje Timothy Russell z London School of Hygiene and Tropical Medicine. Wynika to nie tylko z faktu, że wiele osób przechodzi infekcję bezobjawowo, ale też ze specyfiki choroby. Między zakażeniem a śmiercią upływa czasem nawet do dwóch miesięcy. Wiele krajów ma też problemy, by precyzyjnie określić, które zgony faktycznie związane są z koronawirusem, niektóre z nich mogą nie być uwzględnione.

Dane z pierwszego okresu pandemii zwykle przeszacowywały śmiertelność wirusa, seria późniejszych badań zdawała się oceniać IFR na zbyt niskim poziomie. W tej chwili wydaje się, że najbliższe prawdy są oceny, że na COVID-19 umiera od 5 do 10 osób na tysiąc zakażonych. Wyniki badań, które wydają mi się w miarę wiarygodne, wskazują na śmiertelność na poziomie od 0,5 do 1 proc. - ocenia Timothy Russell. Jego zespół przeanalizował dane dotyczące 3711 pasażerów i członków załogi wycieczkowca "Diamond Princess", którzy podczas fali zachorowań zostali poddani testom. Śmiertelność wyniosła wśród nich 0,6 procent.

Ustalenie IFR w przypadku COVID-19 jest trudne także dlatego, że śmiertelność wydaje się silnie zależna od wieku, chorób współistniejących, rasy, sytuacji społeczno-ekonomicznej, wreszcie dostępu do nowoczesnej opieki medycznej. Wszystkie te czynniki trzeba będzie uwzględnić. Dodatkowo jeszcze można przewidywać, że śmiertelność zmienia się w miarę doskonalenia metod opieki nad najciężej chorymi pacjentami.

Ocena rzeczywistego IFR jest istotna, gdyż pomaga rządom państw i osobom indywidualnym podejmować odpowiednie działania profilaktyczne. Jeśli ustalimy IFR na zaniżonym poziomie, państwa i społeczeństwa mogą zbagatelizować sytuację i nie podjąć odpowiednich działań. Jeśli pomylimy się i ustalimy IFR na zbyt wysokim poziomie, nadmierna reakcja będzie kosztowna i może naruszyć zaufanie do wskazań służb sanitarnych - dodaje Hilda Bastian z Bond University w Australii.

Naukowcy liczą na to, że w ocenie IFR pomogą lepsze niż do tej pory testy przeciwciał, pozwalające ocenić rzeczywistą liczbę osób, które na danym terenie zetknęły się z wirusem. Na całym świecie prowadzi się aktualnie około 120 takich programów badań. Wyniki niektórych z nich wskazywały na jeszcze niższą śmiertelność, ale stosunkowo duże próby z Brazylii i Hiszpanii wskazały na IFR na poziomie około procenta. Jedno z pierwszych badań, które uwzględniło wiek zakażonych, przeprowadzone w Genewie, wykazało że IFR, który dla całej populacji utrzymuje się na poziomie 0,6 proc., rośnie u osób w wieku ponad 65 lat do 5,6 procent.