Mount Everest od ponad stu lat przyciąga śmiałków z całego świata. Najnowsze badania naukowe, obejmujące okres od 1921 roku i pierwszych wypraw, do 2024 roku, pokazują, jak zmienia się ryzyko związane z próbami wejścia na najwyższy szczyt Ziemi. Analiza danych z ponad 30 tysięcy wypraw wykazała, że śmiertelność wśród wspinaczy powyżej bazy znacząco spadła, mimo rosnącej liczby prób zdobycia szczytu. Naukowcy z USA, Wielkiej Brytanii i Kanady piszą o tym w najnowszym numerze czasopisma "The Journal of Physiology".
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Według opublikowanego w Journal of Physiology opracowania, ogólny wskaźnik śmiertelności powyżej bazy zmniejszył się z 1,4 proc. w latach 1921–2006 do 0,7 proc. w okresie 2007–2024. To dwukrotna poprawa bezpieczeństwa, która zbiega się w czasie z gwałtownym wzrostem popularności komercyjnych wypraw oraz dostępnością nowoczesnego sprzętu i wsparcia logistycznego.
Od 2007 roku odnotowano ponad trzy czwarte wszystkich wejść na szczyt w historii, co świadczy o bezprecedensowym zainteresowaniu wspinaczką na Mount Everest. Mimo to liczba ofiar śmiertelnych spadła: w latach 1921–2006 zginęło 192 wspinaczy, podczas gdy w latach 2007–2024 - 117 osób.
Badania potwierdzają, że najwięcej tragedii rozgrywa się podczas dnia ataku szczytowego, zwłaszcza w trakcie zejścia ze szczytu. Ponad 76 proc. zgonów wśród wspinaczy miało miejsce właśnie podczas tej fazy wyprawy. To okres, w którym alpiniści znajdują się w tzw. "strefie śmierci" - powyżej 8000 metrów, gdzie niedobór tlenu, skrajne wyczerpanie i zaburzenia świadomości mogą prowadzić do tragicznych konsekwencji.
W przypadku Szerpów, którzy pełnią kluczową rolę w przygotowaniu tras i wsparciu logistycznym, największe ryzyko wiąże się z pracami na niższych wysokościach, głównie podczas przygotowywania tras. Ponad 80 proc. zgonów w tej grupie odnotowano właśnie podczas takich działań, często w wyniku lawin i innych zagrożeń.
Współczesne wyprawy korzystają z zaawansowanego sprzętu, lin poręczowych i lepszej koordynacji zespołów, co znacząco ograniczyło liczbę śmiertelnych upadków i zaginięć. W latach 2007–2024 nie odnotowano żadnych zgonów spowodowanych nagłym załamaniem pogody powyżej 7000 metrów, podczas gdy wcześniej takie przypadki stanowiły około 25 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków na tej wysokości.
Jednak mimo tych postępów, wiele przypadków śmierci nie ma jednej, wyraźnej przyczyny. Najczęściej są to przypadki tzw. śmierci nieurazowej, gdzie do tragicznego finału przyczynia się kombinacja niedotlenienia, wyczerpania, odwodnienia, hipotermii oraz choroby wysokościowej.
Analiza wykazała, że w ostatnich latach wspinacze byli aż ośmiokrotnie bardziej narażeni na śmierć podczas zejścia ze szczytu niż Szerpowie (0,8 proc. wobec 0,1 proc.). Średnia wysokość, na której dochodziło do śmiertelnych wypadków wśród wspinaczy, była również wyższa niż w przypadku Szerpów (7970 m n.p.m. wobec 6894 m n.p.m.).
Autorzy pracy podkreślają, że choć Everest stał się względnie bezpieczniejszy niż wcześniej, pozostaje miejscem ekstremalnie niebezpiecznym. Kluczowe znaczenie dla dalszego ograniczania liczby ofiar ma wczesne rozpoznawanie objawów wyczerpania i choroby wysokościowej oraz skuteczna profilaktyka.
Wnioski płynące z najnowszych badań mogą przyczynić się do jeszcze lepszego przygotowania przyszłych wypraw i zwiększenia świadomości zagrożeń, jakie niesie ze sobą wspinaczka na najwyższy szczyt świata. W obliczu rosnącej liczby chętnych do jego zdobycia, dalsze działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa powinny pozostać priorytetem dla organizatorów wypraw, przewodników oraz samych wspinaczy.