Rosyjski rząd poinformował rodziny marynarzy z zatopionego okrętu podwodnego "Kursk", że na jednostce tej nikt już nie żyje. Wszystko wskazuje na to, że wrak jest wielką metalową trumną.

REKLAMA

Większość załogi Kurska zginęła w kilka minut po zatonięciu statku, z powodu potężnej eksplozji, pozostałych zabiło ciśnienie dziesięć razy wyższe niż na powierzchni morza. "Gdyby w niezatopionych przedziałach panowały normalne warunki, marynarze mogliby przeżyć nawet dziewięć dni od chwili katastrofy, ale według naszych obliczeń, ciśnienie wewnątrz Kurska wynosi 10 kilogramów na centymetr kwadratowy. Nikt nie mógłby tego wytrzymać" - powiedział wicepremier Ilia Klebanow, szef specjalnej komisji badającej przyczyny katastrofy.

Akcja ratunkowa trwa

Okręt ratowniczy "Seaway Eagle" z norweskimi nurkami dotarł do rejonu katastrofy. Wcześniej zameldował się tam statek "Normand Pioneer" z brytyjskim miniaturowym okrętem podwodnym LR-5. Obie jednostki rzuciły kotwice w odległości 12 km od miejsca, w którym znajduje się zatopiony okręt podwodny. Specjaliści rosyjscy, brytyjscy i norwescy natychmiast przystąpili do uzgadniania ostatnich szczegółów wspólnej operacji ratowniczej. Na jej przebieg będzie miała wpływ opinia nurków głębionowych, penetrujących okolice wraku."Podwodne zdjęcia wideo wykazują, że brytyjska miniaturowa łódź ratownicza LR-5 nie będzie mogła podłączyć się do luku ewakuacyjnego Kurska" - stwierdził wiceminister Klebanow. Zdaniem rosyjskich ekspertów, okolice włazu są zbyt mocno uszkodzone i specjalistyczny zachodni sprzęt nie będzie mógł się przyssać do luku. Uszkodzenie wykryła kamera umieszczona w specjalnej sondzie.

Tymczasem dwaj norwescy nurkowie oceniają stan wraku. Wkrótce zmienią ich trzej inni ratownicy, schowani we wnętrzu dzwonu do nurkowania. Zdaniem Johna Epsena Liena, rzecznika norweskiej armii, podwodni specjaliści spróbują otworzyć zewnętrzną pokrywę wyjścia ewakuacyjnego. Na powierzchni morza w komorze ciśnieniowej przebywa jeszcze 9 nurków. Przyzwyczajają się oni do warunków, które nanują na głębokości stu metrów. Lien twierdzi, że trzyosobowe grupki nurków mogą pracować pod wodą po kilka godzin, zmieniając się od czasu do czasu. W ten sposób akcja ratownicza moze być kontynuowana 24 godziny na dobę.

Prawdopodobnie nurkowie pomogą mini łodzi w ręcznym cumowaniu do wyjścia awaryjnego.

Wczoraj w Murmańsku zakończyła sie konferencja prasowa wicepremiera Ilii Klebanowa, szefa specjalnej komisji, która bada przyczyny zatonięcia Kurska.

Na konferencji był nasz specjalny korespondent w Murmańsku - Wojciech Jankowski RMF FM. Posłuchaj jego relacji:

Szanse na uratowanie kogokolwiek z ludzi znajdujących się na pokładzie od kilku dni są już praktycznie zerowe. "Przekroczyliśmy linię graniczną przetrwania załogi" - powiedział w telewizji RTR wiceadmirał Michaił Mocak. Ostatnie odgłosy dochodzące z wnętrza kadłuba ustały już w poniedziałek.

Rosyjski batyskaf zbliżył się do kadłuba leżącego na dnie morza "Kurska", nie udało się jednak odblokować zniszczonego wybuchem luku ratowniczego, który jest tak uszkodzony, iż niemożliwe jest zacumowanie do niego podwodnych kapsuł ratowniczych. Do tej pory Rosjanie podjęli co najmniej kilkanaście prób przycumowania kapsuł do "Kurska". Wszystkie zakończyły się fiaskiem.

Na dnie nie zostanie

Wyłączony reaktor atomowy okrętu podwodnego pozostanie bezpieczny jeszcze przez setki lat, jednakże Flota Północna na pewno będzie wydobywać jednostkę na powierzchnię - poinformował w sobotę w Murmańsku rzecznik Floty Władimir Narwocki. Rzecznik potwierdził, że poziom radiacji w strefie wypadku pozostaje w normie. Specjaliści Floty Północnej przystąpili do pomiarów jeszcze w niedzielę, natychmiast po zlokalizowaniu okrętu na dnie morza.

Narwocki powiedział także, iż rządowa komisja badająca przyczyny katastrofy

"Kurska" rozważa obecnie liczne warianty wydobycia okrętu. Z całego świata napłynęło już ponad 200 technicznych propozycji przeprowadzenia tej operacji.

Posłuchaj z Murmańska relacji specjalnego korespondeta RMF FM, Wojciecha Jankowskiego:

Tymczasem szwedzki biznesmen i multimilioner Per Lindstrand zamierza wydobyć wrak "Kurska". Chce tego dokonać przy pomocy specjalnych balonów napełnionych powietrzem. "Możemy tego dokonać w ciągu 24 godzin po zakończeniu akcji ratunkowej" - stwierdził Szwed w wywiadzie dla sieci BBC. Ekwipunek będzie kosztował kilka milionów funtów. Każdy z balonów jest w stanie podnieść masę o ciężarze tysiąca ton.

Niewesołe nastroje

Ludzie w Rosji są bardzo rozgoryczeni. Żal im przede wszystkim rosyjskich ratowników, którzy nie są w stanie pomóc marynarzom z „Kurska”. Zastanawiają się, dlaczego nie poproszono wcześniej inne kraje o ratunek. Wypowiedzi w podobnym tonie można usłyszeć wszędzie. Media natomiast oskarżają władze o nieudolność. Zarzuty kierowane są głównie do dowództwa Północnej Floty, ale i do prezydenta Putina. Dziennikarze pytają nawet retorycznie: „Jeżeli nie mogą uratować marynarzy, to kto podniesie z dna naszą wielką Rosję”.

Posłuchaj relacji z Murmańska specjalnego wysłannika radia RMF FM Wojciecha Jankowskiego:

Bliscy marynarzy wciąż zjeżdżają do Murmańska. Początkowo był problem ze sfinansowaniem ich podróży. W końcu jednak pieniądze znalazły się, a media podają numery kont bankowych, na które można wpłacać pieniądze na ten cel. Wojciech Jankowski:

Putin przemówił

W pierwszej po długiej przerwie wypowiedzi prezydenta Rosji w sprawie katastrofy na Morzu Barentsa, Władimir Putin tłumaczył, dlaczego nie przerwał wakacji, gdy dowiedział się o tragedii. "Najpierw chciałem natychmiast wsiąść do helikoptera i lecieć prosto nad Morze Barentsa. Ale zmieniłem zdanie, gdyż nie chciałem się mieszać w pracę sztabu ratunkowego. Przyjazd wysokiego rangą polityka, który nie jest specjalistą, zazwyczaj utrudnia akcję. Dzisiaj uważam, że podjąłem właściwą decyzję".

Putin musiał zabrać głos, gdyż fala krytyki pod jego adresem sięgnęła zenitu. Rodziny ofiar oskarżają go o "olbrzymią arogancję". Prezydentowi zarzuca się również, że w sytuacji kryzysowej nie potrafił pokierować najważniejszymi organami państwa. Specjaliści zarzucają sztabowi ratunkowemu przede wszystkim to, że dopiero po pięciu dniach od tragedii zdecydował się przyjąć zagraniczną pomoc. A Putin musiał wiedzieć o propozycjach z Londynu czy Oslo i musiał mieć wpływ na to, że przez tak długi czas pozostawały one bez odpowiedzi.

"Komsomolska Prawda" opublikowała listę 118 osób, które wypłynęły w ostatni rejs Kurska. Za informację tę zapłaciła 18 tysięcy rubli, czyli około 650 dolarów. Dla Rosjan to bardzo duża kwota. Średnie miesięczne zarobki w tym kraju są 30-krotnie niższe. Dziennikarze wyjaśniają, że chcieli zdobyć nazwiska marynarzy w legalny, oficjalny sposób, ale natknęli się na mur milczenia.

13:00