Klebsiella pneumoniae - nazwa tej bakterii stała się Polakom znana po śmierci czworga noworodków, zakażonych w łódzkim szpitalu im. Madurowicza. W sumie w Łodzi doliczono się 13 zakażonych niemowląt, które poddano kuracji antybiotykowej. Okazuje się, że śmiertelne przypadki zakażeń tą bakterią zanotowano także w szpitalu w Zabrzu.

REKLAMA

Do szpitala klinicznego w Zabrzu trafiła kobieta, której ciąża była zagrożona. Dziecko urodziło się wcześniej, przez cesarskie cięcie. Po kilku tygodniach u noworodka pojawiły się objawy infekcji. Dziewczynka zmarła po przewiezieniu jej do innego szpitala. Tam też rodzice dziecka dowiedzieli się o zakażeniu klebsiellą pneumoniae.

Zdaniem matki dziecka winę za śmierć jej córki ponosi zabrzański szpital i panujące tam warunki. Ale to nie jedyna ofiara klebsielli pneumoniae w Zabrzu. Zmarło także inne dziecko urodzone w tamtejszym szpitalu.

Rodzice zmarłych dzieci zamierzają w najbliższych dniach powiadomić o sprawie prokuraturę.

Władze zabrzańskiego szpitala tłumaczą, że w przypadku dzieci wcześniaków o skrajnie niskiej masie ciała, czyli poniżej 1000 gram, przeżywa tylko co drugie dziecko. Prof. Kamiński dodaje, że zgon bardzo często następuje z powodu infekcji, w ponad 90 proc.

Nieszczęściem oddziałów noworodków jest to, iż pojawiło się widmo klebsielli pneumoniae i gdziekolwiek się wyhoduję tę bakterię, to właśnie ją obarcza się winą za zgon - mówi prof. Kamiński. I dodaje, że tak naprawdę powodem śmierci dzieci jest wcześniactwo.

Jak zauważa profesor, nawet przy największym reżimie nie można zlikwidować zagrożenia bakteryjnego. Jednak za absurd uważa oskarżanie kliniki o złe warunki sanitarne. Szpital bowiem przez cały czas jest pod nadzorem epidemiologicznym. Teraz straszy klebsiella pneumoniae, ale za kilka miesięcy pojawi się inny szczep bakterii i zanim zostanie opanowany może być powodem śmierć kilkorga dzieci - mówi profesor Kamiński.

Klebsiella pneumoniae, czyli co?

Procedury przy poszukiwaniu i eliminowaniu klebsielli pneumoniae

Foto: Archiwum RMF

08:25