Wyniki badań substancji wykrytych w organizmie prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki wskazują, że bez wątpienia powstały one w laboratorium – informuje czasopismo medyczne „Lancet”. Dioksyny były bowiem tak czyste, że niemożliwe było wyprodukowanie ich poza specjalistycznymi ośrodkami, nie mówiąc już o naturalnym pochodzeniu.

REKLAMA

Mimo jednoznacznych ustaleń co do tego, że dioksyny te pochodzą z laboratorium, naukowcy wciąż nie są w stanie określić, z którego. Wciąż więc nie wiadomo, kto stoi za próbą otrucia obecnego przywódcy Ukrainy. Naukowcom udało się jedynie ustalić, że typ dioksyn, który lekarze wykryli u Juszczenki, to najbardziej toksyczny rodzaj. Substancja TCDD wchodziła kiedyś w skład środka bojowego „Orange”, rozpylanego przez Amerykanów w Wietnamie.

Kiedy Wiktor Juszczenko ciężko zachorował po kolacji w Kijowie we wrześniu 2004 r., badający go lekarze ustalili, że poziom dioksyn w jego krwi aż 50 tysięcy razy przekraczał normę. W opracowaniu zamieszczonym w piśmie „Lancet” lekarze prezydenta Ukrainy poinformowali, że jego organizm pozbywa się trucizny zaskakująco szybko – już w niespełna szesnaście miesięcy jej poziom spadł o połowę.

Prokuratura ukraińska ustaliła, że Juszczenko został zatruty dioksynami wyprodukowanymi w laboratorium w Rosji, Stanach Zjednczonych lub Wielkiej Brytanii. Toczące się od kilku lat śledztwo nie ustaliło, kto stoi za próbą otrucia.

Dioksyny powstają w śladowych ilościach w różnych reakcjach chemicznych przeprowadzanych w przemyśle czy też w czasie spalania odpadów tworzyw sztucznych, których cząsteczki zawierają atomy chloru.