Ponad 2 200 żywych królowych mrówek ogrodowych próbowali przemycić z Kenii do Chin dwaj mężczyźni. Zostali zatrzymani na lotnisku w Nairobi. Władze w Nairobii ostrzegają przed rosnącym nielegalnym handlem tymi owadami, które trafiają do kolekcjonerów z Europy i Azji.

REKLAMA

W ostatnich latach Kenia mierzy się z nowym zjawiskiem przestępczym - przemytem żywych owadów, które trafiają do kolekcjonerów w Europie i Azji. Najnowszy przypadek dotyczy dwóch mężczyzn, Chińczyka i Kenijczyka, którzy zostali zatrzymani na lotnisku w Nairobi, gdy próbowali wywieźć z kraju aż 2 238 mrówek ogrodowych, w tym niemal 2 000 królowych.

Zwierzęta były starannie ukryte w probówkach oraz owinięte w chusteczki i papier.

Według ustaleń śledczych 27-letni obywatel Chin kupował mrówki od Kenijczyka za 10 000 szylingów kenijskich za każde 100 sztuk - to równowartość około 280 złotych. Tłumaczył się, że nie był świadomy łamania prawa. W sprzedaży mrówek widział jedynie możliwość zarobienia na życie.

Śledztwo prowadzone przez Kenya Wildlife Service wykazało jednak, że sprawa ma znacznie szerszy zasięg. Władze podejrzewają istnienie zorganizowanej sieci przemytu mrówek, obejmującej nie tylko Kenię, ale też inne kraje Azji. W tym samym tygodniu podobną przesyłkę zatrzymano na lotnisku w Bangkoku. Służby zapowiadają kolejne aresztowania i rozszerzenie dochodzenia na inne miasta Kenii, gdzie mogą działać kolejne grupy zbierające mrówki.

Mrówki - nowa "waluta" kolekcjonerów

Eksperci alarmują, że moda na egzotyczne kolonie mrówek ogrodowych, trzymane w specjalnych przezroczystych pojemnikach zwanych formikariami, napędza nielegalny handel. Kolekcjonerzy są w stanie zapłacić ogromne sumy za rzadkie gatunki.

W maju ubiegłego roku kenijski sąd skazał czterech mężczyzn na rok więzienia lub wysoką grzywnę za próbę przemytu tysięcy królowych mrówek. W Kenii mówi się już o biopiractwie.