Jest już pewne, że skrzypce Stradivariusa, które pojawiły się prawie miesiąc temu na koncercie we Francji, to instrument skradziony przez Niemców w Warszawie w czasie II wojny światowej. Tak twierdzi szefowa francuskiej organizacji "Muzyka i Grabieże" ("Musique et Spoliations") Pascale Bernheim, z którą rozmawiał paryski korespondent RMF FM Marek Gładysz.
- Skrzypce Stradivariusa, które pojawiły się miesiąc temu na koncercie we Francji, to instrument skradziony przez Niemców w Warszawie podczas II wojny światowej - potwierdza Pascale Bernheim z organizacji "Muzyka i Grabieże".
- Chodzi o egzemplarz "Lauterbach" z 1719 roku, przekazany w 1939 roku do Muzeum Narodowego w Warszawie przez łódzkiego przemysłowca Henryka Grohmana.
- Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.
Już wcześniej Pascale Bernheim - szefowa francuskiej organizacji "Muzyka i Grabieże" ("Musique et Spoliations") podkreślała, że jest duże prawdopodobieństwo, iż Stradivarius, który pojawił się prawie miesiąc temu na koncercie w Colmar w Alzacji, to warty ponad 10 milionów euro instrument z początku XVII wielu, który w 1944 roku został zrabowany przez Niemców z Muzeum Narodowego w Warszawie. Został on tam przekazany w depozyt w 1939 roku.
Jestem już pewna, że chodzi właśnie o te skrzypce. Obecny właściciel twierdzi, że nie, ale nie jest w stanie przedstawić żadnych dowodów, które przeczyłyby naszym ustaleniom. Teraz wszystko zależy od prawowitego właściciela instrumentu, który mieszka w Austrii i który ma prawo wszcząć procedurę prawną - wyjaśniła korespondentowi RMF FM Markowi Gładyszowi szefowa francuskiej organizacji "Muzyka i Grabieże" Pascale Bernheim.
Francuska organizacja "Musique et Spoliations", badająca losy instrumentów zrabowanych podczas II wojny światowej, poinformowała wcześniej, że według jej ocen na koncercie w Colmar w departamencie Górny Ren skrzypek mógł grać na instrumencie Stradivariusa, skradzionym w Warszawie w 1944 roku.
Chodzi o egzemplarz określany nazwą "Leuterbach", przekazany w 1939 roku w depozyt warszawskiemu Muzeum Narodowemu po śmierci ostatniego przedwojennego właściciela - łódzkiego przemysłowca Henryka Grohmana. Sprawę opisał w ostatnich dniach dziennik "Le Parisien", który już kilka lat temu pisał o poszukiwaniach tego egzemplarza skrzypiec.
Szefowa organizacji "Musique et Spoliation" Pascale Bernheim zwróciła uwagę na program festiwalu w Colmar na wschodzie Francji. Podczas koncertu młody muzyk Emmanuel Coppey wykonywał utwory na skrzypce kolejno na czterech różnych wyjątkowych instrumentach. Bernheim jest przekonana, że jednym z nich były właśnie skrzypce "Lauterbach", których wartość ocenia się na 10 mln euro. Organizator koncertu Emmanuel Jaeger powiedział zaś "Le Parisien", że egzemplarz, który zaprezentowano w Colmar, to nie "Lauterbach".
W 2022 roku organizacja "Musique et Spoliation" również poinformowała o przypuszczeniach, że Stradivarius znajdujący we Francji, w rękach osoby prywatnej, to skrzypce należące do Grohmana. Teraz "Le Parisien" skontaktował się z potomkami przemysłowca, mieszkającymi w Austrii. Ten Stradivarius to legenda naszej rodziny - powiedział dziennikowi jeden z nich, Georg Formanek.
"Lauterbach", jak się uważa, został wykonany w 1719 roku. Jego nazwa pochodzi od nazwiska niemieckiego wirtuoza Johanna Christiana Lauterbacha, który był właścicielem instrumentu w XIX wieku. Wcześniej były własnością m.in. Michała Kleofasa Ogińskiego.
W Polsce "Ruch Muzyczny", opisując historię skrzypiec, podawał, że Grohman kupił je w 1900 roku. W Muzeum Narodowym podczas Powstania Warszawskiego próbowano je ukryć, ale Niemcy odkryli i zabrali instrument. Kilka lat po wojnie przypuszczalnie ten właśnie Stradivarius został znaleziony i skonfiskowany przez Amerykanów w domu byłego członka SS Theodora Blanka. Następnie skrzypce trafiły do Niemiec Zachodnich. "Le Parisien" podaje zaś, że pojawiły się w 1989 roku w warsztacie lutniczym w Berlinie Wschodnim, skąd trafiły do Strasburga.