Szczyt państw Europy Środkowej w ukraińskiej Jałcie został odłożony na czas nieokreślony. "W związku z tym, że przywódcy wielu państw europejskich nie mogą wziąć udziału w szczycie (...), Ukraina uważa za celowe przeniesienie go na późniejszy termin" - poinformował rzecznik MSZ w Kijowie Ołeksandr Dikusarow.

REKLAMA

Jałtański szczyt zaplanowano na najbliższy piątek i sobotę. Przyjazdu na Ukrainę odmówili jednak prezydenci 13 z 20 zaproszonych krajów - m.in. Niemiec, Estonii, Łotwy, Czech, Austrii i Włoch.

Z urzędnikami ukraińskiego MSZ rozmawiał reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Jak się okazuje, decyzji o odłożeniu szczytu nie traktują jako porażki ukraińskiej dyplomacji. Twierdzą - co napisano także w oficjalnym oświadczeniu MSZ - że powody odmowy przyjazdu do Jałty liderów kilku krajów Europy Centralnej były różne. Sprawa Julii Tymoszenko - jak podkreślają - przedstawiana była jako powód jedynie przez prezydentów Rumunii, Albanii, Chorwacji, Czarnogóry i Czech.

Dobra wiadomość dla Warszawy

Warto przy tym zauważyć, że odłożenie szczytu to dobra wiadomość przede wszystkim dla Polski. Z udziału w spotkaniu nie zamierzał bowiem rezygnować prezydent Bronisław Komorowski. Nasz reporter ustalił jednak nieoficjalnie, że w rozmowach z Ukraińcami polscy urzędnicy sugerowali, że lepiej byłoby dla Ukrainy, gdyby jałtańskie spotkanie się nie odbyło albo żeby przed szczytem rozwiązać problem więzionej byłej premier.

"To dobra decyzja prezydenta Janukowycza" - nieoficjalnie sprawę odwołania szczytu w Jałcie komentuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Teraz - jak podkreślają urzędnicy resortu w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Krzysztofem Zasadą - piłka jest po ukraińskiej stronie. Jeśli Kijów liczy na wyraźne kroki zmierzające do poprawy stosunków Ukrainy z Unią Europejską, powinien znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, którą jest uwięzienie Julii Tymoszenko. Bez tego organizowanie szczytu państw Europy Centralnej nie ma sensu.

Komorowski - jak ujawniliśmy w piątek - zamierzał jechać na szczyt z apelem do ukraińskich władz o zmiany w prawie. Chodziło o przepisy dotyczące karania byłych polityków - wszystko oczywiście w kontekście sprawy Tymoszenko.

Szczyt się nie odbędzie, ale apel i tak nastąpi. Jak poinformowała Joanna Trzaska z Kancelarii Prezydenta, Komorowski ma jutro przedstawić propozycje dla Kijowa, "które umożliwiałyby sądzenie za działalność polityczną w ramach przepisów prawa karnego".

"Odłożenie szczytu to dobra decyzja, oczekiwaliśmy jej"

Odłożenie jałtańskiego szczytu Europy Środkowej przez władze Ukrainy to dobra decyzja - ocenił doradca ds. międzynarodowych prezydenta prof. Roman Kuźniar. Jak dodał, strona polska oczekiwała takiej decyzji. To jest dobra decyzja, dobra dla wszystkich - dla Kijowa i dla wszystkich tych, którzy się tam wybierali - powiedział Kuźniar.

Życzymy Ukraińcom sukcesów, a ten szczyt nie wyglądał na sukces. W związku z tym była to słuszna decyzja i przyłączamy się do niej. Uważamy, że została podjęta w dobrej wierze także z punktu widzenia stosunków Kijowa z krajami Europy - zaznaczył doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Widzę same pozytywne aspekty tej decyzji, której - powiem szczerze - oczekiwaliśmy - dodał Kuźniar.

Według niego "gospodarze szczytu mogli spodziewać się szczerości w ocenie traktowania przez władze Ukrainy b. premier Julii Tymoszenko".

Sytuacja się zaognia

Kijów coraz dotkliwiej odczuwa polityczne skutki wyroku więzienia dla byłej premier Ukrainy. Tymoszenko odsiaduje karę siedmiu lat więzienia za rzekome nadużycia przy zawieraniu kontraktów gazowych w Rosją w 2009 roku. Ona sama twierdzi, że wyrok miał charakter polityczny.

Atmosferę wokół sprawy Tymoszenko pogorszyły niedawne doniesienia o tym, że opozycjonistka została pobita przez strażników więziennych. Dowodem mają być zdjęcia, na których widać wyraźnie siniaki na ciele byłej premier.

W efekcie pojawiły się głosy, że europejscy politycy powinni zbojkotować ukraińską część piłkarskich mistrzostw Europy. Na meczach i imprezach związanych z mistrzostwami nie pojawią się u naszych wschodnich sąsiadów szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i wszyscy unijni komisarze. Podobny krok rozważa również szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Na Ukrainę nie pojadą przedstawiciele rządu Holandii i holenderskiej rodziny królewskiej, a także następca brytyjskiego tronu książę William, który pełni funkcję prezesa angielskiego Związku Piłki Nożnej (choć w przypadku Williama nie podano oficjalnie powodów takiej decyzji). Bojkot podobno poważnie rozważa również kanclerz Niemiec Angela Merkel - tak przynajmniej twierdzi magazyn "Der Spiegel".