W ciągu zaledwie 24 godzin w Sydney w Australii doszło do trzech ataków rekina na ludzi. Dwie osoby zostały poważnie ranne. Władze lokalne apelują do pływaków i surferów o ostrożność, policja zamyka plaże.
- Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie RMF24.pl.
Policja stanu Nowa Południowa Walia poinformowała o mężczyźnie, który w poniedziałek wieczorem został zaatakowany przez rekina. Surfer w stanie krytycznym, z poważnymi obrażeniami nóg, został przewieziony z plaży Manly do szpitala.
Kilka godzin wcześniej niebezpieczna przygoda, choć bez tragicznych konsekwencji, spotkała 11-letniego surfera. Rekin ugryzł jego deskę surfingową w pobliżu plaży Dee Why.
Do pierwszego incydentu doszło jeszcze w niedzielę: 12-letni chłopiec został przewieziony do szpitala z ciężkimi obrażeniami po tym, jak zaatakował go duży rekin.
Nastolatek wraz z grupą przyjaciół skakał z sześciometrowej półki skalnej na plaży zwanej Shark Beach na przedmieściach Sydney w Vaucluse. Jak podkreśla BBC, mimo groźnej nazwy, ataki rekinów na Shark Beach, popularnym miejscu do pływania, zdarzają się rzadko.
Chłopiec został wyciągnięty z wody przez przyjaciół przed przybyciem ratowników. Policja poinformowała, że to ich działania dały mu szansę na przeżycie. 12-latek obecnie przebywa na oddziale intensywnej terapii.
Władze uważają, że chłopiec został zaatakowany przez żarłacza tępogłowego, agresywnego rekina żyjącego w ciepłych, płytkich wodach. Wielu ekspertów uważa żarłacze tępogłowe za jedne z najniebezpieczniejszych rekinów na świecie.
Trzeci atak skłonił policję do zamknięcia wszystkich plaż w tym rejonie do odwołania.
W zeszłym roku w Australii doszło do co najmniej pięciu śmiertelnych ataków rekinów.