Czescy strażacy alpiniści musieli wycofać się z niedostępnego terenu w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria. Śmigłowiec, którym lecieli, wzniecał ogień i nie pozwolił na dociągnięcie węży z wodą. Strażacy muszą znaleźć inne rozwiązanie - oznajmili kierujący akcją gaśniczą.

REKLAMA

Strażacy mieli udrożnić drogę, dociągnąć węże z wodą i utworzyć basen z wodą dla śmigłowców. Wiatr wzbudzany przez rotory maszyny rozniecał tlące się ognie i uniemożliwiał pracę.

Natomiast sprawdziła się nowa strategia wykorzystywania śmigłowców, które nadlatują w rzędzie nad konkretne miejsca i jeden po drugi zrzucają wodę na zagrożone punkty. Sztab akcji zdecydował, że strategia określana mianem "pociągu" będzie kontynuowana w następnych dniach.

Pożar, który rozpoczął się w niedzielę 24 lipca i objął obszar ponad 1000 ha, wciąż gasi około 1000 zawodowych i ochotniczych strażaków. Kierownictwo akcji nie ogranicza ich liczby z uwagi na wysokie temperatury i konieczność wymiany strażaków pracujących bezpośrednio na pogorzelisku. W niedostępnym terenie dogaszają ogień z 20 litrowych zbiorników, które sami przenoszą. Miejsca, z których ogień może rozprzestrzenić się na większy teren, strażacy określają przy pomocy kamer termowizyjnych.

W panujących w rejonie temperaturach sięgających 34 stopni Celsjusza występuje groźba odwodnienia organizmu. Strażacy mają do dyspozycji chłodzone napoje i roztwory elektrolitów. Służby ratownictwa medycznego ściągnęły z Pragi pojazd nazywany "Golemem", w którym jednocześnie można udzielać specjalistycznej pomocy 12 osobom.