Liczę na to, że te zakazy zostaną cofnięte – mówi minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, który poprosił o spotkanie ze swym rosyjskim odpowiednikiem. Rosja zakazała sprowadzania z Polski mięsa. Podobny los od 14 listopada spotka produkty roślinne.

REKLAMA

Wczoraj rosyjskie ministerstwo rolnictwa poinformowało, że od przyszłego poniedziałku wprowadza zakaz importu z Polski produkcji roślinnej. Wg Moskwy nasz kraj masowo naruszał rosyjskie wymogi fitosanitarne. Masowe oszustwa zmuszają Rosję do wprowadzenia zakazu – wyjaśnia Siergiej Dankwert, szef urzędu, kontrolującego import produkcji rolniczej. W ostatnim czasie – jak tłumaczy – służby wykryły sfałszowane certyfikaty sanitarne ze znakiem wodnym (dopiero niedawno wprowadzone przez Rosję).

Wielokrotnie alarmowanie władz polskich - jak twierdzi Dankwert - nie dało rezultatu. Teraz Rosjanie nie mają już do Polaków zaufania - podkreśla. Jednoczesnie dodaje, że zakaz zostanie odwołany, gdy Warszawa przedstawi przekonujące dowody, iż łamanie międzynarodowych i rosyjskich norm fitosanitarnych zostało uniemożliwione

Jakie podteksty, jakie konsekwencje?

Szef resortu zaznaczył, że nie chce oceniać całego wydarzenia w kategoriach politycznych, a jedynie merytorycznych. W tej sprawie powołano już sztab kryzysowy, sytuację analizuje także Ośrodek Studiów Wschodnich – od wyników tych prac uzależniony będzie sposób negocjacji z Rosjanami.

Wprowadzonym zakazem nie przejmują się rosyjscy eksperci, zajmujący się rynkiem produkcji rolnej. Polska bowiem nie jest liczącym się eksporterem tego typu produktów na rosyjski rynek. Choć nasz kraj ma w nim udział, zdaniem dyrektora Instytutu Koniunktury Rynku Rolniczego, importerzy bez większych problemów szybko zastąpią polską produkcję wyrobami z innych krajów.

Zakaz będzie z kolei bolesny dla polskich producentów. W zeszłym roku sprzedali oni do Rosji produkty rolnicze o wartości ponad pół miliarda dolarów. W tym roku wynik miał być jeszcze lepszy.

- Ta decyzja zbiegła się z dniem głosowania nad wotum zaufania dla rządu - zwraca uwagę Witold Karczewski z białostockiej Izby Handlowej. Jego zdaniem, strona rosyjska być może chce wysondować, jak w tej sytuacji zachowa się nowy rząd. Karczewski twierdzi, że zakaz nie pozostanie bez wpływu na ceny importu z Polski, które zapewne spadną. Oznacza to, że mniej będzie się opłacała hodowla trzody chlewnej.

Kontekst polityczny w tej sprawie na pewno istnieje – uważa Iwona Wiśniewska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jednak zaznacza, że takie zakazy nie są niczym nowym. Wcześniej bowiem z ich powodu cierpiała także Francja czy Niemcy. Przyznaje jednak, że po raz pierwszy Rosjanie zakwestionowali certyfikaty, których sami wymagali. Trudno dziś powiedzieć, czy chodzi o przygotowanie sobie gruntu pod rozmowy z nowym rządem w Polsce, czy też rzeczywiście polscy eksporterzy fałszowali certyfikaty.

Bruksela będzie wyjaśniać

Sprawą już zainteresowała się Komisja Europejska. Oficjalnie rzecznik unijnego komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów twierdzi, że Bruksela czeka na wyjaśnienia strony rosyjskiej.

Chcemy dowiedzieć się bezpośrednio od władz Rosji, jakie środki zostały podjęte, jakie są ich powody, zgodnie z podpisanym półtora roku temu memorandum z Rosją - poinformował Philip Tod.

Nieoficjalnie mówi się jednak, że Rosja miała podstawy do wstrzymania importu mięsa i produktów roślinnych z Polski; są dowody na to, że istniały w polskim handlu nieprawidłowości – mówią rozmówcy brukselskiej korespondentki RMF. Dodatkowo wskazują na to umiarkowane wypowiedzi polskiego rządu; nikt nie krzyczy, że to skandal, bo Polacy wiedzą, że sami są sobie winni.

Bruksela podkreśla jednak, że sposób, w jaki Rosjanie załatwiają tę sprawę wskazuje, że przy okazji chcieli Polskę ukarać.