Plany restrukturyzacyjne polskich stoczni dotarły do Brukseli. Ich analiza zajmie najbliższe tygodnie - czytamy w oświadczeniu Komisji Europejskiej. Minister skarbu Aleksander Grad zdradził dziennikarzom, że nie czekając na zgodę Komisji, już podpisał wstępne umowy prywatyzacyjne z inwestorami.

REKLAMA

Są to tzw. umowy warunkowe. Wejdą one w życie tylko i wyłącznie, gdy Komisja Europejska zaakceptuje plany restrukturyzacji. Minister Grad podpisał te umowy, by wywrzeć presję na Komisję. Chce pokazać, że prywatyzacja jest w zasadzie gotowa, a problem stoczni zaraz po pozytywnej decyzji KE.

Chciałem, żeby to pokazało, że chcemy sprywatyzować te stocznie. Żeby do nich nigdy później nie dokładać. Chcę mieć gwarancję, że (…) już nikt złotówki do tych stoczni nie dołoży - mówił minister:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

To o tyle ważne, że w planach restrukturyzacji, które trafiły do Brukseli, jest zapisana kolejna wielka pomoc państwa dla stoczni – 1 mld 200 mln złotych. Czy z tego powodu Komisja nie wyrzuci ich wszystkich do kosza? Według ministra Grada, nie ma na świecie inwestora, który wyłoży trzy miliardy na długi stoczni i miliard na inwestycje. Komisja musi to wziąć pod uwagę - mówi Grad.

Przecieki nie są optymistyczne

Niestety wiele przecieków wskazuje, że polskie stocznie mogą pójść na dno. Chociaż docierają też pocieszające wieści. Rzecznik Komisji Europejskiej nie wymienił Gdańska - to raczej nie przeoczenie, więc można założyć że wyrok w sprawie stoczni gdańskiej na razie nie zapadnie.

Dziś mija termin złożenia planów naprawy tylko przez stocznie Gdynia i Szczecin – oświadczył rzecznik Komisji Europejskiej w sprawie polskich stoczni, Johnatan Todd. Mogłoby to oznaczać, że Bruksela chce później podjąć decyzję w sprawie zakładu z Gdańska. On bowiem ze względów politycznych i historycznych może liczyć na większą przychylność Komisji. Pojawiają się też plotki o szansie dla Szczecina.

Stoczniowcy nie zostaną sami

Gdyby jednak sprawdziły się czarne scenariusze i któryś z zakładów miał zbankrutować - stoczniowcy nie zostaną całkiem bez pomocy. Tak twierdzi przynajmniej minister Grad. Resort podkreśla jednak, że redukcje zatrudnienia są konieczne ze względu na wymogi Komisji Europejskiej dotyczące limitów produkcyjnych stoczni.

Zwolnionym pomóc może także Komisja Europejska. Na pewno nie przeznaczy nowych, dodatkowych pieniędzy na pomoc dla stoczniowców, ale z pewnością zgodzi się na zmianę przeznaczenia niektórych programów z Funduszu Regionalnego.

Wówczas można by było szybko uruchomić środki osłonowe dla zwalnianych osób, oraz fundusze na reorientację zawodową. Z pewnością ułatwi to powrót na rynek pracy stoczniowcom, którzy nagle staną się bezrobotni. Komisja postąpiła tak w przypadku masowych zwolnień w fabryce volkswagena w Brukseli, w listopadzie 2006 r. A ze stoczniowcami rozmawiał reporter RMF FM Paweł Żuchowski:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Ostateczną decyzję w sprawie stoczni Komisja Europejska chce ogłosić 1 października.

Eksperci pomogą stoczniowcom?

Jak się dowiedziała korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon przy opracowaniu tych dokumentów pomagali Polakom dwaj wybitni eksperci od pomocy publicznej, byli wysocy urzędnicy dyrekcji ds. konkurencji, czyli właśnie tej - która teraz decyduje w sprawie naszych stoczni. Znają oni od podszewki wszystkie kruczki europejskiego prawa i zasady działania unijnej machiny

Współpraca z nimi jest gwarancją, że dokumentów tych nie będzie się dało skrytykować pod byle pretekstem. Komisja zresztą zapowiada, że analiza ich zajmie jej kilka tygodni. Oczywiście inną sprawą jest czy podane cyfry dotyczące wkładu własnego inwestorów czy wysokości pomocy publicznej zostaną zaakceptowane. Ale im lepsza dokumentacja tym trudniej będzie Brukseli podjąć - negatywną decyzję.