Czy Beata Szydło poprosi na szczycie UE o pomoc w uwolnieniu Polaków z "Szafira"? "Pozostawienie sprawy uwolnienia Polaków wyłącznie władzom Nigerii byłoby co najmniej "słabe" - ocenia w rozmowie z korespondentką RMF FM Katarzyna Szymańską-Borginon francuski ekspert od problemu piractwa i bezpieczeństwa, Nicolas Gros.

REKLAMA

Kuluarowe rozmowy w sprawie ewentualnej pomocy podczas szczytu w Brukseli lub spotkania w Paryżu są jak najbardziej możliwe. Nicloas Gros uważa, że sprawa wzięcia przez piratów polskich zakładników zaskoczyła i sparaliżowała polskie władze. Jego zdaniem w interesie Polski jest zwrócenie się o pomoc do krajów, które prowadzą operacje w tamtym regionie, bo Polska nie ma doświadczenia ani w terenie, ani w negocjacjach z piratami.

Polska może zwrócić się o pomoc do Francji, bo Francuzi mają rzeczywiste doświadczenie; zarówno w kontaktach z władzami lokalnymi jak i w uwalnianiu zakładników przetrzymywanych przez piratów - mówi Gros w rozmowie z naszą dziennikarką. Francja prowadzi w tamtym regionie operację morską Corymbe. Obecnie na tamtych wodach jest także Wielka Brytania (bardziej epizodycznie) i Hiszpania. W październiku odbyły się nawet u brzegów Nigerii specjalne antypirackie ćwiczenia morskie, w których razem z Nigerią wzięły udział Francja, Hiszpania i Wielka Brytania.

Zdaniem Grosa Francja nigdy w takiej sytuacji nie liczyłaby wyłącznie na władze Nigerii, choć ten kraj ostatnio wzmocnił swoje siły policyjne i nabrał większego doświadczenia w radzeniu sobie z takimi atakami pirackimi. Zaletą Nigeryjczyków jest oczywiście również to, że znają bardzo dobrze swój teren, ale w takiej sytuacji np. Francja wysłałaby tam swoich doradców, statki a może nawet własne siły. Władze Nigerii mogą np. dosyć brutalnie użyć siły, co może mieć tragiczne konsekwencje dla zakładników. Bardzo ważna jest umiejętność negocjowania w takich sytuacjach - tłumaczy Gros. Zawsze trzeba najpierw negocjować uwolnienie zakładników, dopiero w ostateczności - używa się siły.

Wiadomo, że strefa w której uprowadzono zakładników jest bardzo niebezpieczna, trzeba ją więc omijać lub odpowiednio się przygotować. Forma ataków różni się od tych z drugiej strony Afryki. Somalijscy piraci to zorganizowany biznes, są bardziej przewidywalni. Somalijscy piraci mieli nawet ustalone stawki za każdego zakładnika w zależności od jego narodowości. Ci, co atakują po zachodniej stronie, są bardziej agresywni, bardziej nieobliczalni, plądrują cały statek, biorą zakładników wobec których są agresywni.

Przypomnijmy - pięciu Polaków - czterech oficerów i jeden marynarz - zostało uprowadzonych w nocy z czwartku na piątek ze statku u wybrzeży Nigerii. 11 pozostałych członków załogi uniknęło jakiejkolwiek szkody; są bezpieczni. Spółka Euroafrica, do której należy "Szafir", w komunikacie prasowym poinformowała w piątek m.in., że statek "został zaatakowany z dwóch łodzi przez uzbrojonych piratów, w odległości ok. 35 mil morskich od wybrzeży Nigerii". (...) "Pomieszczenia załogi zostały splądrowane, po czym piraci opuścili statek" - podkreślono.

(abs)