“Pomoc dla rejonów Grecji, które ucierpiały w wyniku pożaru sprzed niespełna dwóch tygodni płynie z całego świata: od Australii po Kanadę. Zniszczenia są poważne, ale lokalne władze mają już plan odbudowy zniszczeń” - mówi naszej reporterce Anecie Łuczkowskiej mer Rafiny Evangelos Bournous.

REKLAMA

Aneta Łuczkowska, RMF FM: Jak wygląda sytuacja po pożarze?

Evangelios Bourous, mer Rafiny: Rozwiązaliśmy największe problemy osób, które zostały bez dachu nad głową. Mają gdzie mieszkać, co jeść, w co się ubrać i pomoc psychologiczną. Razem z rządem centralnym planujemy odbudowę regionu Mati, który ucierpiał w wyniku pożaru. W pierwszej kolejności przywróciliśmy dostawy wody. Naprawiliśmy większość linii elektrycznych. Słupy, które były drewniane spłonęły. Musieliśmy ustawić nowe. W ciągu 4 tygodni wytniemy wszystkie spalone drzewa, sprzęt dostaliśmy z północy Grecji. Mamy wielkie wsparcie, nie tylko z Grecji, ale z całego świata. Od Melbourne w Australii po Toronto w Kanadzie. Zgłaszają się sponsorzy, którzy chcą wyremontować szkoły, czy place zabaw. W ciągu 3 miesięcy chcemy naprawić infrastrukturę, a w mniej niż rok odbudować spalone domy. Ale nie odbudujemy żadnego domu, który stoi na drodze ewakuacyjnej. Musimy udrożnić drogi ewakuacyjne w kierunku morza, które okazały się być zablokowane w czasie kataklizmu. Chcemy też, by życie wróciło do zniszczonych rejonów jak najszybciej.

Jak to wyglądało podczas pożaru?

Wiało z siłą 11 stopni Beauforta, był wielki ogień i żar. Na ulicach zapaliło się ćwierć tysiąca aut, a ich zbiorniki paliwa wybuchały. To było kolejne źródło ognia. Dwa auta wybuchły, gdy obok nich przebiegałem. Mój dom także spłonął, moja rodzina uciekła do morza. Spędzili tam kilka godzin, To było piekło, jakiego nigdy nie widziałem

Może to głupie pytanie: czy pan się bał?

Nie, nie było czasu by się bać. Musiałem biec do innych ludzi. Około 680 ludzi było uwięzionych w morzu przez ogień. Niedaleko Mati jest baza wojskowa, żołnierze przewrócili płot, żeby ludzie mogli tam uciec, bo inaczej ofiar mogłoby być jeszcze więcej. W naszym rejonie Rafiny 1300 budynków zostało dotkniętych przez ogień. Z nich 300 nadaje się tylko do rozbiórki. W sąsiednim regionie, gminie Marathon, zniszczenia są jeszcze większe. Tamtejsza jednostka straży pożarnej jest dużo mniejsza i nie dawała rady powstrzymać ognia.

Co chciałby pan przekazać turystom z innych krajów? Mogą przyjechać czy powinni jeszcze się wstrzymać?

Uważam, że powinni przyjechać. Zrobimy wszystko, by taka tragedia więcej się nie powtórzyła. Ulepszymy nasz system przeciwpożarowy. No i też nic się tu już nie spali, bo nie ma się więcej co spalić.

A coś specjalnego do turystów z Polski?

Jest mi przykro z powodu śmierci dwóch osób podczas pożaru. Chciałbym przekazać kondolencje. Staraliśmy się, by nikt nie zginął, ale okoliczności były ekstremalne. Przygotujemy się na przyszłość na takie ekstremalne sytuacje, żeby coś takiego nigdy się nie powtórzyło.

(ag)