Drzewołaz trójbarwny to mała żaba żyjąca na niewielkim obszarze w Ameryce Południowej. Jest jednym z tych zwierząt, które dla własnej obrony potrafią wytwarzać silną toksynę. Na tyle silną, że niewielka jej ilość jest śmiertelnie niebezpieczna dla człowieka. Na własnej skórze miał doświadczyć tego Aleksiej Nawalny – rosyjski opozycjonista i przeciwnik Putina. MSZ Wielkiej Brytanii uważa, że 47-latek został otruty epibatydyną.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Mijają dwa lata od śmierci Aleksieja Nawalnego. Rosyjski opozycjonista zginął w więzieniu na Dalekiej Północy Rosji. Według oficjalnej wersji władz poczuł się źle podczas spaceru, po czym stracił przytomność i już jej nie odzyskał.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii uważa, że Nawalnego otruto epibatydyną.

Jak informuje BBC, epibatydyna to naturalna neurotoksyna, możliwa do wyizolowania ze skóry niektórych drzewołazowatych. Jednym z nich jest drzewołaz trójbarwny - niewielka, kolorowa żaba, która w naturze występuje w środkowym Ekwadorze, na obszarze odpowiadającym ok. połowie województwa opolskiego.

Epibatydyna jest 200 razy silniejsza od morfiny, przez co zainteresowali się nią naukowcy pracujący nad nowymi lekami. Ze względu na wysoką toksyczność nie jest jednak stosowana klinicznie.

Żaby produkują ją, spożywając określone pokarmy, które dostarczają odpowiednich alkaloidów. Zmiana diety powoduje zanik toksyny w organizmie zwierzęcia. Stąd np. żaby śmiertelnie niebezpieczne w naturze, w hodowli są niegroźne. Eksperci podkreślają, że przypadki zatrucia epibatydyną są wyjątkowo rzadkie i dotychczas znane były jedynie z laboratoriów.

Jak działa trucizna?

Epibatydyna oddziałuje na receptory nikotynowe w układzie nerwowym, prowadząc do nadmiernej stymulacji. W efekcie może powodować drgawki mięśni, paraliż, napady padaczkowe, spowolnienie akcji serca, niewydolność oddechową, a w konsekwencji - śmierć przez uduszenie. Profesor toksykologii środowiskowej Alastair Hay podkreśla, że obecność tej substancji we krwi ofiary wskazuje na celowe podanie trucizny.

Przypomnijmy, Brytyjczycy, przy wsparciu międzynarodowych ekspertów, zidentyfikowali epibatydynę jako środek, który odebrał życie Nawalnemu.

Trucizna miała zostać wstrzyknięta za pomocą specjalnej strzałki. Śmierć nastąpiła błyskawicznie, a objawy - paraliż mięśni, zatrzymanie akcji serca - były nie do odróżnienia od naturalnych przyczyn, co miało utrudnić wykrycie zbrodni.

"Tylko rząd rosyjski miał środki, motyw i możliwość użycia tej śmiertelnej trucizny przeciwko Aleksiejowi Nawalnemu podczas jego pobytu w więzieniu w Rosji" - stwierdziła cytowana w komunikacie szefowa brytyjskiej dyplomacji Yvette Cooper.

Zaprzeczamy, że trujemy

Rosyjskie władze odrzuciły ustalenia europejskich laboratoriów, określając je jako "kampanię informacyjną" i "nekro-propagandę". Kreml utrzymuje, że Nawalny zmarł z przyczyn naturalnych, czemu od początku zaprzecza wdowa po opozycjoniście, Julia Nawalna.

Nawalny miał być ofiarą ataku chemicznego już w 2020 r. Niezależne europejskie laboratoria potwierdziły wówczas, że opozycjonistę próbowano otruć tzw. nowiczokiem - syntetycznym środkiem paralityczno-drgawkowym stworzonym w czasach ZSRR. Tej samej substancji Rosjanie mieli użyć także w 2018 r., gdy w brytyjskim Salisbury zaatakowali swojego byłego agenta Sergieja Skripala i jego córkę.

W przypadku Aleksandra Litwinienki (otruty w 2006 r. w Londynie), także rosyjskiego agenta wywiadu, Kreml miał sięgnąć po radioaktwny izotop Polon-210.

Rosyjski rząd i instytucje państwowe regularnie zaprzeczają jakimkolwiek oskarżeniom o stosowanie takich metod wobec przeciwników.