"Magiczne karty" sprzedawane w Tajlandii, które miały leczyć wszystkie choroby, okazały się niebezpiecznie radioaktywne - informuje "Bangkok Post".

REKLAMA

Karty sprzedawano w północno-wschodniej prowincji Khon Kaen. Jedna kosztowała 1500 bahtów (około 182 zł). Mieszkańcy twierdzą, że leczą ze wszystkich chorób - kładli je więc na różnych częściach ciała, a nawet trzymali w wodzie pitnej.

Na karcie był napis "magiczna karta" oraz "zdrowie, paliwo, elektryczność". Jest na niej także informacja, że powstała dzięki "niemieckiej technologii".

Tajlandzcy naukowcy jądrowi przebadali te plastikowe karty. Okazało się, że zawierają uran i tor. Jedna z przebadanych kart wydzielała dawkę promieniowania w wysokości 40 mikrosiwertów na godzinę. To 350 razy więcej niż człowiek może przyjąć w rok.

Chcemy teraz przeanalizować poziom radioaktywności na całym obszarze (w którym karty były sprzedawane) - podają naukowcy. Maczanie kart w wodzie pitnej może zanieczyścić ją rakotwórczymi pierwiastkami. Ludzie muszą przestać ich używać - podkreślają.

Właściciel Expert Pro Network - firmy produkującej karty - zaprzecza doniesieniom, jakoby były one niebezpieczne. Twierdzi, że będzie walczył o dobre imię swojej firmy.

Nasz wizerunek jest nadszarpnięty, ponieważ jesteśmy wyzywani od oszustów, twierdzą, że prowadzimy piramidę finansową. To nie jest prawda. Prowadzę zwykły biznes sprzedaży suplementów, niepowiązanych z Kartami Energetycznymi - powiedział. Sam używałem tych kary i działały - dodał.