„Cichy, samotny i tajemniczy” – tak holenderskie media opisują 38-letniego mężczyznę, który w czwartek wjechał samochodem w tłum ludzi. Do tragedii doszło w mieście Apeldoorn podczas parady z okazji rocznicy objęcia tronu przez królową Beatrycze. W sumie zginęło siedem osób, w tym kierowca feralnego auta.

REKLAMA

38-latek staranował samochodem osobowym i wjechał w publiczność zgromadzoną na obchodach święta państwowego, zaledwie o kilka metrów od miejsca, w którym w otwartym autobusie znajdowali się członkowie rodziny królewskiej, w tym królowa Beatrycze oraz następca tronu, książę Willem-Aleksander.

Według holenderskiej prokuratury nie była to akcja terrorystyczna, choć sprawca działał celowo i chciał zaatakować rodzinę królewską. Media przytaczają wypowiedzi sąsiadów mężczyzny, którzy utrzymują, że niedawno został zwolniony z pracy i miał zostać wyeksmitowany z mieszkania, gdyż nie stać go było na czynsz.

W szpitalu pozostaje osiem osób rannych w ataku, w tym dwoje dzieci. Stan jednej rannej jest określany jako krytyczny.