Ponad tysiąc zwolenników gruzińskiej opozycji kontynuowało dzisiaj w Tbilisi protest przeciwko prezydentowi Micheilowi Saakaszwilemu. "Pozostaniemy tu, dopóki nas nie rozgonią" - powiedział agencji AFP aktywista opozycji Lasza Oniani.

REKLAMA

Wczoraj policja użyła gazu łzawiącego i kul gumowych przeciwko manifestantom twierdząc, że została zaatakowana przez uczestników manifestacji opozycji. Opozycja z kolei oskarżyła siły porządkowe o prowokowanie aktów przemocy.

Według różnych źródeł od 6 tys. do 10 tys. sympatyków opozycji manifestowało w niedzielę w Tbilisi domagając się ustąpienia prezydenta. Kilkaset osób demonstrowało też w Batumi, stolicy autonomicznej republiki Adżarii. Obie demonstracje rozpędziła policja.

Jedna z liderek gruzińskiej opozycji Nino Burdżanadze, która stoi na czele grupującego kilka organizacji opozycyjnych Zgromadzenia Ludowego, powiedziała w sobotę agencji AFP: "Walczymy o demokrację i przeciwko neobolszewizmowi".

Nie możemy czekać do następnych wyborów, a skoro nie chcemy czekać, musimy działać teraz - powiedziała. Druga kadencja Saakaszwilego kończy się w 2013 roku. Konstytucja zabrania ubiegania się o trzecią kadencję.

Według Davida Dartcziaszilego z rządzącej partii - Zjednoczonego Ruchu Narodowego - opozycja nie stanowi zagrożenia dla prezydenta Saakaszwilego.

Z kolei były minister obrony, Irakli Okruaszwili, który uciekł do Francji przed zarzutami o korupcję i groźbą wyroku 11 lat więzienia, obiecał wrócić w tym tygodniu do Tbilisi, aby przyłączyć się do demonstrantów. Władze zapowiedziały, że zostanie on aresztowany po powrocie do kraju.

Prozachodni prezydent Saakaszwili jest oskarżany przez opozycję o autorytaryzm i odpowiedzialność za klęskę w wojnie z Rosją w sierpniu 2008 roku, która doprowadziła do oderwania się od Gruzji separatystycznych regionów Abchazji i Osetii Południowej, uznanych przez Moskwę za niepodległe państwa.