Chilijskie władze prowadzą dochodzenie w sprawie 371 przypadków dzieci – które jak podejrzewają – zostały nielegalnie oddane do adopcji w Szwecji. Z informacji SVT Nyheter wynika, że proceder ten miał miejsce w latach 70. i 80. Dzieci miały być odbierane biologicznym rodzicom wbrew ich woli. "Zarówno ja, jak i mój brat, zostaliśmy skradzeni biologicznym rodzicom" – mówi cytowana przez telewizję Maria Diemar.

REKLAMA

Szwedzka telewizja SVT już wcześniej informowała o tym, że śledczy w Chile prowadzą dochodzenie w sprawie nielegalnych adopcji, między innymi do Szwecji. Teraz precyzuje, że chodzi o 371 przypadków i oblicza, że to 17 proc. z 2 177 przypadków adopcji dzieci chilijskiego pochodzenia przez rodziny w Szwecji.

Historia Marii Diemar i jej brata to właśnie taki przypadek. Ich adopcja jest pod lupą śledczych. Jako dzieci mieli zostać odebrani biologicznym rodzicom. Nie są ze sobą spokrewnieni, ale adoptowała je ta sama szwedzka rodzina.

Nie ma dokumentów podpisanych przez moją biologiczną matkę, czy też matkę biologiczną mojego brata, że zrzekają się one praw rodzicielskich - powiedziała Maria.

W chilijskich archiwach istnieje natomiast akt zgonu jej brata, wystawiony już po tym jak został wywieziony do Szwecji. Jego matka dowiedziała się prawdy dopiero po 40 latach.

Powiedziano jej, że zmarł po narodzeniu. Dla niej był przez 40 lat martwy - mówi Maria.

Szacuje się, że za czasów dyktatury generała Augusto Pinocheta chilijskim rodzinom odebrano tysiące dzieci. Oficjalne rejestry mówią, że w latach 1973-1987 do adopcji trafiło 26 611 dzieci. Nie ma natomiast informacji, ile z nich zostało wywiezionych za granicę.

Chilijska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo dopiero w 2015 roku. Według jej informacji, "skradzione dzieci" trafiły nie tylko do Szwecji. Tysiące zostały przekazane rodzinom we Włoszech, w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Holandii, Szwajcarii oraz Stanach Zjednoczonych, Urugwaju i Peru.

(j.)