W organizmie Aleksandra Litwinienko, który zmarł w miniony czwartek, wykryto ślady radioaktywnego polonu. Były agent FSB przed śmiercią oskarżył o zlecenie otrucia go prezydenta Rosji Władimira Putina. Można stwierdzić, że w przypadku Litwinienko, ktoś posłużył się „brudną bombą” w skali mikro.

REKLAMA

Zdaniem ekspertów, przygotowanie takiej „brudnej bomby” wymagało nie tylko dostępu do radioaktywnych materiałów, ale także dużej wiedzy, która umożliwiła dobranie dawki, zapewniającą pewną, lecz powolną śmierć.

Polon 210 rozpada się szybko i emituje bardzo groźne dla tkanek organizmu promieniowanie alfa, czyli jądra helu. Ich zasięg jest bardzo mały, dlatego radioaktywną substancję można łatwo przewieźć. Polon 210 jest groźny tylko po wchłonięciu do organizmu. Cząsteczki alfa tak silnie oddziałują z otoczeniem, że powodują bardzo poważne i praktycznie nieodwracalne uszkodzenia komórek.

Kanadyjscy naukowcy przeprowadzili 3 lata temu badania, z których wynika, że promieniowanie alfa przy rozpadzie polonu może przy tym samym napromieniowaniu powodować kilkanaście razy większe zniszczenia naczyń krwionośnych niż promieniowanie Roentgena.

Brytyjscy lekarze w obawie o własne zdrowie i życie odłożyli termin sekcji zwłok Litwinienki do czasu oceny ryzyka napromieniowaniem.

Radioaktywny polon znaleziono w kilku kolejnych miejscach w Londynie. Ślady substancji, która doprowadziła do śmierci Litwinienko, odkryto m.in. w biurowcu w zachodniej części miasta oraz w budynku w dzielnicy Mayfair. Korespondent RMF FM Bogdan Frymorgen pytał londyńczyków, czy nie boją się, że padną ofiarą wojny szpiegów. Posłuchaj:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio