Jacek Berbeka wyrusza dziś w Karakorum. Himalaista chce odnaleźć ciała swojego brata Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, którzy po historycznym zimowym zdobyciu ośmiotysięcznika Broad Peak nie zdołali wrócić do bazy. "Nie wyobrażam sobie, bym mógł zostawić brata czy jego towarzyszy w miejscu, gdzie będą narażeni na ciekawski wzrok obcych ludzi" - tłumaczył niedawno Berbeka w rozmowie z RMF FM.

REKLAMA

Zobacz również:
Wyprawa to prywatna inicjatywa Jacka Berbeki. Zorganizował ją za własne pieniądze i fundusze z ogólnopolskiej zbiórki. Sam jest doświadczonym himalaistą, a w akcji będzie mu towarzyszyło dwóch innych wspinaczy - Jacek Jawień i Krzysztof Tarasewicz.

Berbeka ma nadzieję, że w ciągu kilku tygodni uda im się odnaleźć i pochować ciała tragicznie zmarłych himalaistów.

Świetną rzeczą byłoby, gdyby udało się znieść ciała do podstawy ściany. To jest rzecz, o której marzę. Jeżeli się nie uda, to chciałbym znaleźć miejsce w tej szczelinie brzeżnej u góry, poniżej przełęczy - jeżeli będzie to głęboka szczelina... A jeżeli to też będzie dużym problemem, to chcę po prostu przesunąć te ciała z tego miejsca, w którym teraz są, i znaleźć miejsce, gdzie oni nie będą niepokojeni przez tzw. osoby trzecie - mówił niedawno w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Pałahickim.

Bielecki: Rozumiem ideę pożegnania się z chłopakami

Adam Bielecki, który wraz z Arturem Małkiem zdobył Broad Peak, uważa, że szansa na odnalezienie ciał towarzyszy jest bardzo mała, ale podkreśla, że rozumie ideę wyprawy. Odnalezienia ciała jest bardziej prawdopodobne w przypadku Tomka. Nie wiemy jednak, czy on zmarł, będąc przyczepionym do poręczówki na grani szczytowej, czy podjął próbę zejścia, a na to wskazywałaby ostatnia łączność z nim. Jeżeli rzeczywiście podjął próbę zejścia, to prawdopodobnie spadł na chińską stronę i w tym momencie nie ma żadnych szans na znalezienie ciała. Jeszcze trudniejsze będzie to w przypadku Maćka Berbeki - mówił kilka dni temu w rozmowie z naszym dziennikarzem Bartoszem Styrną.

Trzyosobowy zespół nie jest w stanie znieść ciał na dół, to jest po prostu fizycznie niemożliwe. Natomiast ja rozumiem Jacka, tak czysto po ludzku. Jeżeli to jest jego duchowa potrzeba, jego sposób na pożegnanie się z bratem, to ja to rozumiem. Rozumiem ideę pojechania tam i pożegnania się z chłopakami. Sam chętnie bym pojechał, wybudował chłopakom porządny kopczyk, wmurował tablicę. Jest potrzeba stworzenia takiego miejsca, gdzie można stanąć, zadumać się i zapalić chłopakom świeczkę - dodał.