​Zapadły pierwsze wyroki w postępowaniach dotyczących tzw. afery dieselgate. Były prezes Audi Rupert Stadler został skazany przez sąd w Monachium na rok i dziewięć miesięcy więzienia w zawieszeniu, a także 1,1 mln euro grzywny w sprawie dotyczącej manipulacji wynikami badań emisji silników.

REKLAMA

Rupert Stadler, który przez wiele lat utrzymywał, że jest niewinny, dopiero w maju, gdy okazało się, że grozi mu kara pozbawienia wolności, zdecydował się na ugodę i przyznał do zaniechań oraz zbyt późnej reakcji na doniesienia o nieprawidłowościach.

Wydane we wtorek orzeczenie jest pierwszym wyrokiem karnym w procesach związanych z aferą dieselgate, znanej również jako afera Volkswagena, która wstrząsnęła niemieckim przemysłem motoryzacyjnym i spowodowała miliardowe szkody branży. Jak informował sam koncern, afera kosztowała go ponad 32 mld euro wydane na odszkodowania, wymianę aut i koszty prawne.

Sprawa dieselgate wybuchła we wrześniu 2015 roku, kiedy amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ujawniła, że oprogramowanie sterujące silnikami diesla w autach Grupy Volkswagena - do której należy Audi - celowo wykazywało nieprawdziwą, zaniżoną wartość emisji spalin, maskując nawet 40-krotne przekroczenie amerykańskich norm. Koncern przyznał się do tych manipulacji.

Rupert Stadler został oskarżony nie o same machinacje związane z oprogramowaniem silników, ale o brak reakcji na doniesienia o nieprawidłowościach i zbyt późne wycofanie ze sprzedaży samochodów ze zmanipulowanymi systemami. Przyznał się do winy i został skazany za oszustwo. Proces w tej sprawie trwał niemal trzy lata.

Wraz z byłym szefem Audi sądzono także dwóch wyższej rangi menedżerów tej firmy, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w tworzenie oszukańczego oprogramowania. Obaj już wcześniej zgodzili się na ugodę i przyznali do manipulowania oprogramowaniem tak, by wartości emisji odpowiadały normom podczas testów, ale już nie w trakcie normalnej eksploatacji.

Wolfgang Hatz został skazany na dwa lata pozbawienia więzienia w zawieszeniu i 400 tys. euro grzywny, a Giovanni Pamio - rok i dziewięć miesięcy więzienia w zawieszeniu i 50 tys. grzywny. Stadler już wcześniej zgodził się zapłacić swojemu byłemu pracodawcy 4,1 mln euro odszkodowania.

Zarówno prokuratura, jak i sąd przyznały, że nie uważają Stadlera, Hatza i Pamio za osoby najbardziej odpowiedzialne za dieselgate. Wątpliwe, by dało się ustalić jednego głównego odpowiedzialnego w sytuacji, gdy "tak wiele osób w tej firmie poszło w złym kierunku" - mówił w mowie końcowej przewodniczący składu sędziowskiego Stefan Wickert.

W związku z dieselgate wciąż toczą się postępowania przed sądami cywilnymi, pracy i administracyjnymi, a także proces przeciwko dyrektorowi generalnemu Volkswagena w latach 2007-15 Martinowi Winterkornowi, który został jednak zawieszony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego. W ramach wcześniejszej ugody Winterkorn zgodził się zapłacić byłemu pracodawcy 11,2 mln euro odszkodowania.