Sklepy, restauracje, bary nocne, dworce i restauracje. Wszystkie te miejsca kontrolowali w nocy inspektorzy czeskich służb - sprawdzali, czy sprzedawcy nie oferują klientom trunków zawierających co najmniej 20 proc. alkoholu. To efekt wprowadzonej u naszych południowych sąsiadów częściowej prohibicji w związku z przypadkami śmiertelnych zatruć alkoholem metylowym.

REKLAMA

Inspektorzy w związku z falą zatruć kontrolowali stacje benzynowe, hotele, wkraczali także do nocnych dyskotek i barów. Jak się okazało, w niektórych sieciach handlowych, mimo zakazu, alkohol nadal sprzedawano.

Czesi na częściową prohibicję reagują z mieszanymi uczuciami. Prohibicja? W XXI wieku? To nie przejdzie - twierdzą goście praskiej restauracji Local. Jej właściciel jest podobnego zdania. Nikt z nas nie kupuje przecież alkoholu od kogoś, kogo nie zna - mówi.

Za złamanie zarządzenia o prohibicji grozi grzywna w wysokości 3 milionów koron. Media naszych południowych sąsiadów przypominają, że zysk ze sprzedaży alkoholu jest w Czechach niebagatelny. W ubiegłym roku do budżetu państwa z tytułu samych podatków wpłynęło 6,8 mld koron.

Alkohol przechwycony przez polskich celników nie zawiera metanolu

Tymczasem, jak informuje reporterka RMF FM Anna Kropaczek, w alkoholu, który przechwycili w Polsce cieszyńscy celnicy, nie stwierdzono metanolu. Nie oznacza to jednak, że trefny alkohol, który przyjechał do nas z Czech, jest bezpieczny. Został bowiem wyprodukowany w nielegalnej rozlewni.

Policjanci i celnicy nadal prowadzą wzmożone kontrole samochodów wjeżdżających do Polski z Czech oraz targowisk, na których sprzedawany jest alkohol. Apelują także, by nie pić alkoholu niewiadomego pochodzenia.