5-letnie dziecko, ranne w wypadku kolejki górskiej we włoskim Mottarone, jest nadal w ciężkim stanie. Chłopiec w niedzielę stracił całą rodzinę: rodziców, 2-letniego brata oraz pradziadków. Zerwała się lina napędowa kolejki, a wagonik runął z dużej wysokości. W katastrofie zginęło w sumie 14 osób.

REKLAMA

Do tragedii doszło w niedzielę przed południem. W wyniku zerwania liny napędowej kolejki łączącej turystyczną miejscowość Stresa ze szczytem Mottarone. W momencie, kiedy pękła lina napędowa, wagonik zaczął staczać się po linie nośnej osiągając prędkość ok. 100 km na godzinę. Następnie dojeżdżając do podpory wagonik wykoleił się, czyli spadł z liny nośnej i runął 54 metry w dół.

Lina zerwała się w odległości 300 metrów od szczytu, gdzie jest stacja końcowa, w jednym z najwyższych punktów na trasie.

Wagonik runął na trudno dostępny teren leśny i został całkowicie zmiażdżony.

Wśród ofiar 5-osobowa rodzina z Izraela

Pięć osób zmarłych w katastrofie, w tym dziecko, to obywatele Izraela.

"The Times of Israel" jako pierwszy podał, że chodzi o małżeństwo, które mieszkało we Włoszech oraz ich synka, a także starszą parę, przebywającą we Włoszech turystycznie.

Teraz gazeta potwierdza, że byli to dziadkowie, którzy przyjechali do Włoch odwiedzić wnuczkę i jej najbliższych, mieszkających w Pawii.

5-letni Eitan jako jedyny przeżył wypadek. Ma poważne obrażenia głowy i nóg, leży w szpitalu w Turynie, gdzie przeszedł operację.

Jego 30-letni ojciec Amit studiował we Włoszech medycynę. To prawdopodobnie on uratował synka przed śmiercią, oplatając ramionami dziecko w uścisku.

Przy chłopcu w szpitalu jest cały czas jego ciocia, siostra Amita, pracująca jako lekarka w Pawii. O tragedii, jaka spotkała jej najbliższych, dowiedziała się z SMS-ów z kondolencjami, jakie zaczęli jej przysyłać znajomi.

W pierwszej chwili pomyślałam, że na Izrael znowu posypały się pociski. Próbowałam dodzwonić się do brata, ale nie odbierał, także moja bratowa nie dobierała telefonu - powiedziała Aya w rozmowie z "La Repubblica". Dwie godziny później kobieta dostała oficjalne powiadomienie od władz regionu.

Przyczyny tragedii ma ustalić śledztwo. Pierwsze hipotezy wskazują na awarie hamulców. W wagoniku jest automatyczny hamulec, który powinien zadziałać w momencie poluzowania lub zerwania liny napędowej. Ten hamulec powinien zacisnąć się na linie nośnej i nie pozwolić na to, by wagonik zaczął zjeżdżać bez kontroli na dół. Jedynym pewnikiem - zauważa we wtorek dziennik "Corriere della Sera" - jest to, że zerwała się lina, ale zagadką pozostaje to, dlaczego nie został uruchomiony automatyczny hamulec.