Najpewniej zatrzymano mnie na podstawie tego samego porozumienia, na mocy którego ujawniono konta Alesia Bialackiego - przyznał w rozmowie z opozycyjnym portalem Karta'97 Aleś Michalewicz. Białoruski opozycjonista został zatrzymany na warszawskim lotnisku Okęcie.

REKLAMA

Jeśli pierwszy przypadek niczego ich nie nauczył, to trudno - oświadczył Michalewicz. W ten sposób nawiązał do sprawy innego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Władze białoruskie aresztowały go, gdy Polska i Litwa - w ramach pomocy prawnej - udostępniły białoruskim służbom dane bankowe Bialackiego.

Michalewicz nie wyklucza, że może zostać aresztowany. Po więzieniach KGB i MSW Białorusi polskie więzienie nie wygląda tak strasznie. Już mnie chcieli wsadzić do celi, ale nalegałem, żeby nie, bo jeszcze nie ma oficjalnego nakazu aresztowania - powiedział Michalewicz.

Radiu Swaboda opozycjonista wyjaśnił, że zatrzymano go, gdy przechodził kontrolę graniczną. Powiedzieli mi, że szuka mnie komendant główny polskiej policji. (...) Nie powiedziano mi, w jakiej sprawie mnie zatrzymano, bo służba graniczna nie ma takich informacji - dodał. Zaznaczył, że jego samolot już odleciał.

Jak informuje rzecznik resortu spraw zagranicznych, na warszawskim lotnisku jest już wiceminister Krzysztof Stanowski - próbuje doprowadzić do uwolnienia Alesia Michalewicza. Według MSZ, zatrzymanie białoruskiego opozycjonisty to pomyłka "prokuratury, która uwierzyła w list gończy wydany przez władze białoruskie".

Rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk zaznacza jednak, że polska prokuratura nie prowadzi żadnego postępowania w tej sprawie i nie dysponuje żadnymi materiałami.

Aleś Michalewicz był poszukiwany na wniosek Białorusi przez Interpol. Chodzi o uszkodzenie mienia i udział w zamieszkach.

Michalewicz był kandydatem w wyborach prezydenckich na Białorusi. Po wyborach trafił do aresztu. Jak później opowiadał, był torturowany, wymuszano na nim, by podpisał zobowiązanie do współpracy z KGB.

Po wyjściu z więzienia, obawiając się o swoje bezpieczeństwo potajemnie wyjechał z Białorusi.