19 osób usłyszało zarzut naruszenia miru domowego, jedna - kradzieży. Ekolodzy z Greenpeace, którzy wczoraj weszli na teren elektrowni Turów w Bogatyni i kilka godzin okupowali ponad stumetrowy komin, spotkali się dziś z prokuratorem - informuje reporterka RMF FM Barbara Zielińska.

REKLAMA
Zobacz również:

Ekolodzy, którzy w nocy z poniedziałku na wtorek dostali się na teren zakładu, byli do tego dobrze przygotowani. By przejść przez ostrą siatkę, użyli specjalnych mat do sforsowania ogrodzenia. Zdaniem dyrekcji elektrowni, ochrona nie była w stanie zapobiec działaniom aktywistów. W czasie bezpośredniej konfrontacji ze strażnikami członkowie Greenpeace mieli między innymi ukraść im radiostacje.

Na komin elektrowni weszło wczoraj 12 osób - m.in. z Polski, Czech, Węgier i Finlandii. Aktywiści rozwinęli transparent w kształcie krzyża z napisem "PGE-węgiel zabija". W ten sposób Greenpeace zaapelowało do Polskiej Grupy Energetycznej, która jest właścicielem Elektrowni Turów, o rezygnację z budowy nowych bloków i elektrowni węglowych.

Ekolodzy chcą, aby PGE "zmniejszyła emisję zanieczyszczeń pochodzących ze spalania węgla i zwiększyła udział odnawialnych źródeł w bilansie produkcji energii, tak by zminimalizować wpływ produkcji energii na zdrowie i życie ludzi".

Wczorajsza akcja była drugą, którą członkowie Greenpeace zorganizowali na terenie Elektrowni Turów. W marcu zeszłego roku kilkunastu aktywistów weszło na chłodnię kominową, aby zwrócić uwagę na problem wspierania spalania drewna zmieszanego z węglem jako energii odnawialnej. Organizacja nazywała to "oszustwem".

Teraz sprawą ekologów zajmie się sąd. Po poprzedniej akcji sędzia był łaskawy i sprawę wówczas umorzono.

(bs)