Tego można się było spodziewać, prędzej czy później – tak o masakrze w Casablance mówią barcelońskiej korespondentce RMF dziennikarze pracujący w Maroku. W nocy doszło tam do serii eksplozji. Zginęło – według najnowszych danych – 40 osób.

REKLAMA

Wszyscy, z którymi rozmawiała Ewa Wysocka, mówią, że to było do przewidzenia. Po ataku na Irak król Maroka Mohammed VI wyraził obawy, że wojna może pobudzić w jego kraju islamski ruch fundamentalistyczny, a ulicami marokańskich miast przechodziły wielotysięczne manifestacje antyamerykańskie.

Mimo że władze w Rabacie poparły USA w walce z terroryzmem, to od dawna wiadomo, że w Maroku mieszkają islamscy ekstremiści i ich sympatycy, głównie obywatele sąsiedniej Algierii. 3 miesiące temu w Maroku rozpracowano komórkę al-Qaedy, która miała organizować zamachy na statkach handlowych.

Do tego - zdaniem tamtejszych dziennikarzy – Maroko to kraj, w którym łatwo zorganizować zamach. To jest kraj, w którym możesz robić, co chcesz. Nawet w pałacu królewskim nie ma wykrywaczy metali. Nikt cię nie kontroluje - opowiadał RMF korespondent barcelońskiego dziennika w Maroku.

Po zamachach w kraju wzmocniono nadzór policji. W Casablance przeszukiwana jest ulica po ulicy. Ochronę wzmocniono też w południowohiszpańskim mieście Jerez, gdzie jutro ministrowie Maroka, Hiszpanii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch będą rozmawiać o walce z międzynarodowym terroryzmem oraz nielegalną imigracją.

12:30