"Z miesiąca na miesiąc dostajemy coraz więcej zgłoszeń w sprawie publikowania wizerunku dzieci w internecie, zwłaszcza od zaniepokojonych rodziców" - powiedziała w Radiu RMF24 Dominika Buchholc, rzeczniczka prasowa Kids Alert. Ta organizacja zaapelowała do MEN-u o pilne wprowadzenie jednoznacznych regulacji dotyczących zakazu umieszczania w sieci takich zdjęć. Resort zapowiedział, że odniesie się do tego postulatu. Jak podkreśliła przedstawicielka Kids Alert, "postaramy się stworzyć rekomendacje dotyczące zakazu publikacji wizerunku dzieci w internecie, którymi z wielką chęcią podzielimy się z Ministerstwem Edukacji Narodowej i innymi instytucjami".
Organizacja Kids Alert zaapelowała w poniedziałek do Ministerstwa Edukacji Narodowej o pilne wprowadzenie jednoznacznych regulacji zakazujących publikowania wizerunku dzieci przez żłobki, przedszkola i szkoły w publicznie dostępnych mediach społecznościowych. Biuro prasowe MEN w rozmowie z PAP zapowiedziało odniesienie się do apelu.
O tej sprawie w internetowym Radiu RMF24 mówiła Dominika Buchholc, rzeczniczka prasowa Kids Alert, a także ekspertka w dziedzinie nowych technologii, wykładowca w Akademii Leona Koźmińskiego oraz członkini m.in. w rządowej grupie roboczej ds. sztucznej inteligencji. Była ona gościem Krzysztofa Urbaniaka.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Dominika Bucholc podkreśliła, że Kids Alert dostaje coraz więcej zgłoszeń w tej kwestii, "zwłaszcza od zaniepokojonych rodziców".
Są to treści, które nie powinny się znaleźć w mediach społecznościowych, jak chociażby nauczycielki wychowania wczesnoszkolnego całujące dzieci w usta, chłopcy w przebraniach baletnicy tańczących "Jezioro Łabędzie" czy chociażby dzieci z ośrodka specjalnego pozujące z podpaskami w trakcie lekcji higieny osobistej - wyjaśniła Dominika Bucholc. Jak zaznaczyła, "oczywiście takie lekcje są bardzo ważne, ale nigdy nie powinny znaleźć się w mediach społecznościowych".
Jak mówiła, "rodzice nie zawsze chętnie podpisują tę zgodę (na publikację wizerunku ich dzieci - przyp. red.)". Często szkoły czy inne instytucje przekonują, że jest to pewien standard, a wręcz że czasami rodzcie są przymuszani do podpisania zgody, słysząc, że jeśli jej nie podpiszą, dziecko nie będzie mogło brać udziału w danych zajęciach - kontynuowała. A późniejsze wycofanie zgody może nic nie dać, ponieważ "zdjęcia raz dodane do internetu, nie giną".
Zwróciła jednak uwagę na to, że "mamy też niestety rodziców, którzy mają często niskie kompetencje technologiczne i to oni w pewien sposób naciskają na placówkę, aby pokazywać zdjęcia jako naturalny element komunikacji i żeby wiedzieć, co ich dzieci robią".
Prowadzący rozmowę zapytał swojego gościa o to, jakie są zagrożenia wobec najmłodszych, których wizerunek jest publikowany w internecie.
Po pierwsze zdjęcia opublikowane w mediach społecznościowych mogą zyskać drugie życie. Nikt nie ma pewności, co stanie się dalej z takimi fotografiami, w jaki sposób zostaną wykorzystywane, przez kogo zostaną wykorzystane i pobrane - zaznacza Bucholc.
Dodała, że "mamy narzędzia AI, które są w stanie rozebrać ciało człowieka jednym kliknięciem". No i musimy zdać sobie z tego sprawę, że nie każdy ma dobry zamiar. Nie każdy widząc dziecko w internecie uśmiecha się, mówi "słodki bąbelek" i scrolluje dalej. Są osoby, które wykorzystują w skrajnie zły sposób te zdjęcia - przekonywała.
Rzeczniczka prasowa Kids Alert wyjaśniła, że obecność dzieci w internecie ma szansę być bezpieczna.
Można to zrobić (publikować zdjęcia najmłodszych - przyp. red.) na przykład pokazując zdjęcia rączek bawiących się zabawkami, zdjęcia pleców tych dzieci. Nie zawsze trzeba uchwycać wizerunek tego dziecka bezpośrednio - mówiła.
Krzysztof Urbaniak zapytał Dominikę Bucholc o to, co jej zdaniem może w tej sprawie zrobić Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Przede wszystkim potrzebujemy regulacji. Regulacji, które pokażą placówkom, w jaki sposób, jeśli już chcą publikować pewne treści promujące placówki, mogą to robić tak, aby nie krzywdzić najmłodszych, nie pokazywać ich wizerunku. I są takie dobre placówki, które się zgłaszają, chwalą się, jak to robią - mówiła ekspertka.
Jak podkreśliła, jej organizację "odpowiedź (z MEN-u - przyp. red.) nie do końca satysfakcjonuje". W związku z tym, że na razie MEN nie chciało z nami współpracować, sami postaramy się stworzyć pewne rekomendacje, którymi oczywiście również z wielką chęcią podzielimy się z resortem, czy z innymi instytucjami, które będą tym zainteresowane - mówiła.
Często piszą do nas sami nauczyciele, którzy są zmęczeni informacjami od dyrekcji, że muszą publikować czy tworzyć dokumentację zdjęciową na potrzeby mediów społecznościowych placówki - zaznaczyła Bucholc. Dodała, że "sami nauczyciele widzą, że ta granica jest lekko przekraczana i sami komunikują o tym".