Marszałek Sejmu powołała Małgorzatę Motylow na wiceprezesa NIK. Wcześniej komisja ds. kontroli państwowej pozytywnie zaopiniowała wniosek o powołanie Małgorzaty Motylow na stanowisko wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli. Równocześnie marszałek Sejmu odwołała ze stanowisk wiceprezesów NIK Ewę Polkowską, Wojciecha Kutyłę i Mieczysława Łuczaka.

REKLAMA

Sejmowa komisja ds. kontroli państwowej opiniowała w czwartek wniosek prezesa NIK Mariana Banasia o powołanie na stanowisko wiceprezesa Izby Małgorzaty Motylow. Za pozytywnym zaopiniowaniem tego wniosku opowiedziało się pięciu posłów, trzech było przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Motylow pochodzi z Chełma Lubelskiego. Jest absolwentką prawa na Uniwersytecie Gdańskim. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu prawa zamówień publicznych, a także z zakresu audytu wewnętrznego i kontroli zarządczej.

W latach 1994-1998 pracowała w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Gdańsku, a następnie w latach 1999-2001 w Izbie Skarbowej w Gdańsku.

Małgorzata Motylow przez kilkanaście lat pracowała w gdańskim oddziale NIK jako kontroler. Pracę tam rozpoczęła w 2001 roku. Jak mówili informatorzy "Faktu", jej akcje poszybowały w górę, gdy zaczęto mówić o jej znajomości z Martą Kaczyńską. "Fakt" opublikował zdjęcie ze ślubu Kaczyńskiej, na którym w wąskim gronie gości jest Motylow.

1 maja 2018 r. została mianowana na stanowisko Radcy Prezesa NIK. 22 maja 2018 r. Marszałek Sejmu powołał Motylow do grona członków Kolegium NIK. Organ ten uchwala roczne planów pracy NIK, projektowanie jej statutu czy budżetu. Jej członkami są prezes, wiceprezesi Izby, prawnicy i czworo pracowników NIK.

Jak mówi Onetowi źródło, wysoko postawiony urzędnik NIK, jeszcze za prezesury Krzysztofa Kwiatkowskiego w Kolegium NIK znalazło się kilka osób związanych z PiS. W pewnym momencie Kwiatkowski otaczał się ludźmi związanymi z PiS, w kolegium jest też syn posłanki Anny Sobeckiej, Tomasz. Dlaczego? Ówczesny szef NIK chciał w ten sposób zwiększyć swoje szanse na pozostanie na stanowisku mimo oskarżeń - komentuje źródło. Krzysztof Kwiatkowski ma zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień, miał on nadużyć swej władzy przy obsadzaniu stanowisk w Izbie.

Jak dodaje, Małgorzata Motylow przez wiele lat była zwykłym kontrolerem, a do Kolegium NIK weszła nagle, tak samo jako Tomasz Sobecki - dodaje źródło Onetu.

Motylow jako nowego i jedynego wiceprezesa NIK wskazał szef NIK-u Marian Banaś, który jutro ma zacząć bezpłatny urlop. Wszystkich pozostałych - nominowanych za poprzedników - chciał odwołać. We wniosku do marszałek Sejmu Elżbiety Witek napisał, że wynika to z nowej koncepcji kierowania NIK.

Wygląda na to, że prezes NIK tuż przed zapowiadanym od piątku przymusowym urlopem pozbywał się aktualnego kierownictwa. Tym samym potwierdziły się informacje reportera RMF FM, o tym, że opóźnił urlop, żeby w czwartek sejmowa komisja państwowa zaopiniowała wymianę kierownictwa NIK. Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej pozytywnie zaopiniowała wnioski Banasia o odwołanie trzech obecnych wiceszefów Izby: Ewy Polkowskiej, Wojciecha Kutyły i Mieczysława Łuczaka. Marszałek Sejmu odwołała ich w czwartek wieczorem.

"Superwizjer" TVN o oświadczeniu majątkowym Marian Banasia

Marian Banaś został pod koniec sierpnia powołany na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli, wcześniej był ministrem finansów i szefem Krajowej Administracji Skarbowej. Objęcie każdej z tych funkcji wiąże się z drobiazgową kontrolą służb specjalnych i jest przeznaczone tylko dla osób o nieposzlakowanej opinii. Dziennikarz "Superwizjera" Bertold Kittel przyjrzał się jego oświadczeniom majątkowym - czytamy na stronach tvn24.pl.

Do oświadczenia Banaś wpisał m.in. położoną w krakowskim Podgórzu kamienicę o powierzchni 400 metrów kwadratowych. W kamienicy - jak czytamy - mieści się "niewielki pensjonat, który oferuje gościom pokoje na godziny".

Reporterzy "Superwizjera" postanowili sprawdzić, jak działa taki interes, udając klientów. Wnętrze pokoju potwierdziło wcześniejsze domysły - wielkie łóżko i ściany wyłożone lustrami. Przy recepcji pracownica nie sprawdziła tożsamości reporterów, nie zarejestrowała transakcji w kasie fiskalnej i nie wydała paragonu. Po wizycie nie został praktycznie żaden ślad - relacjonuje portal.

W 2016 roku Marian Banaś zadeklarował - jak doniósł "Superwizjer" - że sprzeda kamienicę - do czego nigdy nie doszło - ale w dokumentach sądowych odnotowana została umowa przedwstępna.

Okazuje się, że niedoszłym nabywcą jest młody, zaledwie 30-letni Dawid O., który jednocześnie prowadzi pensjonat w kamienicy ministra - zaznacza tvn24.pl. Chcąc porozmawiać z Dawidem O. reporter "Superwizjera" udał się do pensjonatu.

W recepcji siedział znacznie starszy mężczyzna, który liczył pieniądze. Zachowywał się, jakby był szefem pensjonatu. Odmówił jednak rozmowy z dziennikarzem na temat kamienicy - relacjonuje tvn24.pl. Na pytanie o działalność gospodarczą bez paragonów mężczyzna miał zareagować nerwowo, a po chwili zaproponować: Kurde. A może niech pan poczeka, ja zadzwonię do Banasia.

Mężczyzna był wysportowany i obwieszony złotem. Wreszcie nawiązał połączenie i jak twierdził, rozmawiał z jednym z najważniejszych urzędników w państwie - czytamy.

Dalej tvn24.pl podkreśla: Mężczyzna, którego reporter "Superwizjera" spotkał w kamienicy ministra, to jeden z braci K. - Wiesław lub Janusz, ps. Paolo. Są oni znanymi w Krakowie przestępcami, którzy zajmują się w stolicy Małopolski prowadzeniem agencji towarzyskich. W 2005 roku brali udział w krwawych porachunkach między grupami sutenerów. Uzbrojeni w niebezpieczne przedmioty bandyci starli się w rejonie krakowskiego Kazimierza. W wydarzeniach ranny został policjant. Za udział w pobiciu z użyciem niebezpiecznego narzędzia obaj bracia zostali prawomocnie skazani.

Zaznaczono, że reporter "Superwizjera" Bertold Kittel chciał porozmawiać z Marianem Banasiem: pytał o sprawę oświadczenia majątkowego, a konkretnie o wpisaną do niego krakowską kamienicę. Marian Banaś nie chciał rozmawiać. Zareagował ucieczką - czytamy.