Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońców zabójców warszawskiego policjanta Andrzeja Struja - donosi reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Mateusz N. i Piotr R. zostali prawomocnie skazani na 25 i 15 lat więzienia. Do zabójstwa doszło dwa lata temu - chuligani zaatakowali policjanta na przystanku, kiedy zwrócił im uwagę.

REKLAMA

Podstawą kasacji - która jest nadzwyczajnym środkiem odwoławczym od prawomocnego wyroku - może być tylko wykazanie rażącego naruszenia przepisów prawa przez sąd. Zapowiadając kasację w tej sprawie, obrońca Piotra R., mecenas Radosław Baszuk mówił: Nadal nie wiem, dlaczego jedne zeznania stały się podstawą wyroku, a inne nie.

Sąd Najwyższy nie dopatrzył się jednak w niższych instancjach uchybień, o których informowali obrońcy skazanych i na których oparli wnioski kasacyjne. Dodatkowo sędzia Henryk Komisarski stwierdził, że dowody zebrane w sprawie całkowicie pozwalały na skazanie obu mężczyzn. Obaj skazani działali wspólnie i w porozumieniu i dopuścili się przypisanej im zbrodni - podkreślał.

Rozstrzygnięcie ucieszyło pełnomocnika żony zmarłego policjanta, Leszka Cichonia: Mieliśmy rację. Aspirant Struj nie żyje, zabiło go dwóch ludzi, zostali skazani.

Wyrok jest ostateczny.

Zginął, bo zwrócił bandytom uwagę

Dramat wydarzył się 10 lutego 2010 roku na przystanku tramwajowym na warszawskiej Woli. 42-letni funkcjonariusz zwrócił uwagę dwóm młodym mężczyznom, którzy najpierw przeklinali, a potem - gdy wsiadał do tramwaju - rzucili w kierunku wagonu koszem na śmieci, tłukąc szybę. Według ustaleń, Piotr R. miał przytrzymać interweniującego policjanta, a Mateusz N. zadał mu kilka ciosów nożem o 20-centymetrowym ostrzu. Mimo reanimacji Andrzeja Struja nie udało się uratować.

Kilka minut po napaści policjanci zatrzymali 18-latka, który zadawał ciosy, a kilka godzin później - jego kompana. Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu w październiku 2010 roku, proces w pierwszej instancji ruszył na początku stycznia 2011. Mateusz N. przyznał się do winy, choć mówił, że nie chciał zabić. Drugi oskarżony nie przyznał się do udziału w zabójstwie - twierdził, że tylko odciągał policjanta.

Przeczytaj tekst Tomasza Skorego, który obserwował zabójców na sali sądowej podczas pierwszego procesu

Pięć tygodni później Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Mateusza N. na 25 lat więzienia, a Piotra R. na 15 lat. Sprawcom nie groziło dożywocie, bo w momencie ataku nie mieli ukończonych 18 lat. Uzasadniając wyrok, sędzia Ireneusz Szulewicz podkreślał, że stopień winy oskarżonych nie był taki sam. Sąd uznał, że bezpośredni zamiar zabójstwa można przypisać jedynie Mateuszowi N., o czym świadczyć miała liczba zadanych ciosów nożem (od pięciu do dziewięciu), a także fakt, że chłopak nie uciekł, gdy jego towarzysz unieruchomił policjanta. W przypadku Piotra R. sąd uznał natomiast, że działał on z ewentualnym zamiarem zabójstwa.

Apelacje od wyroku złożyli obrońcy skazanych, którzy chcieli ponownego procesu. Apelowała także prokuratura, według której adekwatne byłyby dwie kary po 25 lat więzienia. W czerwcu ubiegłego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał jednak wyrok z pierwszej instancji. Już wtedy obrońcy oskarżonych wskazywali, że w sprawie należy spodziewać się kasacji.

Podkomisarz Andrzej Struj służył w policji 15 lat. Pracował w wydziale wywiadowczo-patrolowym stołecznej komendy. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Zasługi za Dzielność. Po jego śmierci zaostrzono odpowiedzialność karną za atak na policjantów podczas służby.