Drugi z kierowców ukraińskiego autokaru, który w chwili wypadku nie siedział za kierownicą, został w sobotę po południu przesłuchany jako świadek. Natomiast kierowca, który prowadził autokar, obecnie przebywa w szpitalu. Jak informuje podkarpacka policja, wrak autokaru, który rozbił się w piątek w nocy na podkarpackim odcinku A4 koło MOP Kaszyce został odholowany

REKLAMA

Do wypadku doszło w piątek przed północą w pobliżu MOP Kaszyce na podkarpackim odcinku autostrady A4. W wyniku wypadku pięć osób nie żyje, 29 przebywa w szpitalu, 14 jest w stanie ciężkim.

Jak poinformowała w sobotę PAP zastępca prokuratora okręgowego w Przemyślu Beata Starzecka, zakończyło się przesłuchanie 35-letniego kierowcy autokaru. Mężczyzna w chwili wypadku nie prowadził autokaru i został przesłuchany jako świadek.

Prokurator zauważyła, że konieczne jest zweryfikowanie niektórych przekazanych przez niego informacji i dodała, że na chwilę obecną prokuratura nie udzieli szczegółowych informacji.

Natomiast kierowca, który według dotychczasowych ustaleń siedział za kierownicą autokaru w czasie wypadku, obecnie przebywa w szpitalu.

Uczestnicy wypadku, którzy nie wymagali pomocy medyczne, zostali przewiezieni do bursy

18 osób, które nie wymagały pomocy medycznej po wypadku zostały przewiezione do internatu w Zespole Placówek Oświatowo-Wychowawczych w Jarosławiu.

Jak powiedział Konrad Sawiński ze starostwa powiatowego w Jarosławiu, osobom, które tam trafiły zapewniona została wszelka pomoc. Ciepły posiłek, herbata, miejsce, gdzie mogą odpocząć i dojść do siebie - dodał.

Sawiński zapewnił również, że do ich dyspozycji są psycholodzy.

Tragiczny wypadek na A4

W piątek tuż przed północą ukraiński autobus uderzył w osłonę energochłonną przy końcu pasa zjazdowego na MOP Kaszyce koło Jarosławia. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w wyniku uderzenia bariera ochronna dostała się pod autokar, a pojazd na niej niejako przewrócił się na prawy bok i stoczył się ze skarpy.

Z dotychczasowych wiadomości wynika, że w autokarze podróżowało 57 osób, w tym dwóch kierowców. Prokuratura będzie to weryfikować, bowiem z listy pasażerów wynika, że pasażerów było 54.

Autokar nie był wycieczkowy, ale rejsowy, więc podróżujące nim osoby były przypadkowe.

/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP
/ Darek Delmanowicz / PAP

Ustalono tożsamość dwóch ofiar. Będzie śledztwo w kierunku katastrofy w ruchu lądowym

Na miejscu wypadku udało się ustalić tożsamość trzech spośród pięciu ofiar - te osoby miały przy sobie dokumenty. To jedna kobieta i dwóch mężczyzn. Tożsamość dwóch pozostałych ofiar będzie ustalana. Wiadomo jedynie, że były to kobiety.

Prokurator przekazała, że śledztwo będzie prowadzone w kierunku katastrofy w ruchu lądowym. Przemawia za tym m.in. liczba ofiar.

Z zabezpieczonego do śledztwa tachografu wynika, że kierowca autokaru na chwilę przed wypadkiem jechał z prędkością 96-97 km na godzinę, ale tuż przed wypadkiem, przez ostatnie cztery sekundy, prędkość pojazdu spadła z 95 do 45 km na godz.

Obaj kierowcy byli trzeźwi. Pobrano od nich także krew m.in. na obecność narkotyków i innych środków odurzających. Wstępne testy nie wykazały ich obecności.