Awantura o tor wyścigowy w Lublinie. Działający od ponad 30 lat tor jest solą w oku mieszkańców osiedla, które powstało kilka lat temu, dosłownie sto metrów od toru. Mieszkańcy domagają się likwidacji obiektu. Miasto podniosło opłatę za roczną dzierżawę terenu z 30 do 120 tysięcy złotych. Polski Związek Motorowy skierował sprawę do sądu, bo uważa, że władze w ten sposób chcą się go pozbyć.

REKLAMA

Gdyby władza, wydając zgodę na rozbudowę osiedla, pomyślała i inaczej to zaplanowała, to tego by nie było - twierdzi prezes Polskiego Związku Motorowego Wiesław Czerniak.

W zasadzie w każdy weekend jest ogromny jazgot, którego nie da się znieść. Okna muszą być zablokowane, bo jest taki szum, że nic nie słychać, nawet jak się rozmawia w mieszkaniu. Czuć smród palonej gumy - narzekają mieszkańcy.

Dzisiaj faktycznie ciężko pogodzić funkcjonowanie toru w pobliżu osiedla mieszkaniowego. Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji byłoby chyba poszukanie innej lokalizacji - tłumaczy rzecznik prezydenta Lublina Katarzyna Mieczkowska.

Jest szansa, że tor uda się przenieść pod Lublin do Jawidza, ale to kwestia co najmniej 2-3 lat.

Działający od ponad 30 lat tor jest solą w oku mieszkańców osiedla, które powstało kilka lat temu, dosłownie sto metrów od toru / Krzysztof Kot / RMF FM
Działający od ponad 30 lat tor jest solą w oku mieszkańców osiedla, które powstało kilka lat temu, dosłownie sto metrów od toru / Krzysztof Kot / RMF FM
Działający od ponad 30 lat tor jest solą w oku mieszkańców osiedla, które powstało kilka lat temu, dosłownie sto metrów od toru / Krzysztof Kot / RMF FM
Działający od ponad 30 lat tor jest solą w oku mieszkańców osiedla, które powstało kilka lat temu, dosłownie sto metrów od toru / Krzysztof Kot / RMF FM