Wiele wskazuje na to, że w Rosji przyjmowaniem na wyższe uczelnie rządzą już tylko i wyłącznie pieniądze, zaś studenci, którzy dostali się na wymarzony fakultet bez układów i łapówek to nieliczne wyjątki.

REKLAMA

Utopijne idee komunistów o tym, że pieniądz w końcu przestanie być potrzebny już dawno wywietrzały z rosyjskich wyższych uczelni. Wszystkie one kierują się żelaznymi zasadami kapitalistycznego rynku. A ponieważ w wielu uczelniach na najpopularniejsze kierunki na jedno miejsce kandyduje po kilkanaście osób więc za indeks np. na wydziale prawa trzeba zapłacić 5 tysięcy dolarów łapówki. Przy tym przedstawiciele dziekanatu zapewniają, że jeśli kandydat się nie dostanie gwarantują zwrot pieniędzy. Część uczelni postanowiła zalegalizować łapówki. Ogłaszają one np. oficjalny cennik za brakujące punkty, których nie udało się zdobyć na egzaminie wstępnym. W niektórych szkołach wyższych można też na egzaminie wstępnym podczas wypełniania testu poprosić wykładowcę o podpowiedź. To też nie jest tanie. Pytań jest kilkadziesiąt a jedna podpowiedź kosztuje 100 rubli czyli około 15 złotych. Według specjalistów kandydaci na studia w Rosji rocznie wydają na korepetycje i łapówki ponad miliard dolarów, znacznie więcej niż wydziela się na szkoły wyższe w rosyjskim budżecie.

foto Archiwum RMF

22:40