Sąd uniewinnił Andrzeja Z. oskarżanego o to, że przekupił urzędników Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy, aby uzyskać ułaskawienie. Prokuratura oskarżyła "Słowika" o wręczenie w latach 90. co najmniej 150 tys. dolarów łapówki.

REKLAMA

Sędzia przyznał, że ani zeznania, ani materiały telewizyjne, które również były dowodami w tej sprawie, nie są na tyle mocne, aby stwierdzić, że „Słowik” dał pieniądze pracownikom kancelarii. Nie udało się udowodnić, że ktokolwiek przyjął łapówkę. Nie ustalono też kto fizycznie miał pieniądze przekazać.

W sprawie bardzo ważnymi dowodami były zeznania dwóch świadków koronnych – m.in. Jarosława S. ps. „Masa”, czyli skruszonego gangstera z Pruszkowa. W tych zeznaniach przewijało się tylko, że gangsterzy słyszeli, od Słowika, że ten przekazywał pieniądze. Nikt jednak tego nie widział, ani nie brał udziału w tym procederze. Ani adwokat, ani „Słowik” nie chcieli komentować wyroku. Prokurator, który żądał 4 lata więzienia już zapowiedział apelację, bo jak się wyraził nie rozumie sądu i uważa, że sędziowie nie wzięli pod uwagę sporej części materiału dowodowego.

„Słowik” chciał ułaskawienia z odbywania reszty kary 6 lat więzienia za kradzieże i rozboje z lat 80. Wałęsa ułaskawił "Słowika" w październiku 1993 r. Obrona chciała uniewinnienia, argumentując, że gdy "Słowika" ułaskawiano, był on zwykłym złodziejem, a nie szefem gangu. Zdaniem obrony, w tamtym okresie były podstawy do ułaskawienia Andrzeja Z., bo pozytywną opinię wydał warszawski sąd (Prokurator Generalny zaopiniował wniosek negatywnie).

Sam Wałęsa najpierw tłumaczył, że "podsunięto mu w tej sprawie dokumenty do podpisu", a później oświadczył, że Z. nie był wówczas groźnym gangsterem.