Ratownicy dotarli do 42-letniego górnika poszukiwanego po wstrząsie w rudzkiej kopalni Bielszowice. Mężczyzna nie daje oznak życia. Jego wydostanie i transport na powierzchnię potrwa kilka godzin - podała Polska Grupa Górnicza.

REKLAMA

Do poszukiwanego górnika dotarł jeden z ratowników, który przedarł się przez część zasypanego chodnika. Górnika odnalazł w miejscu, które wcześniej wskazywał nadajnik z górniczej lampy.

Wydostanie mężczyzny z zawału i transport na powierzchnię potrwa kilka godzin. Dopiero kiedy ratownikom uda się wydobyć pracownika z zawalonego chodnika, będzie mógł zobaczyć go lekarz. Lekarz będzie czekał na dole w pobliżu - przekazał Rajmund Horst, wiceprezes PGG.

Akcja ratownicza trwała od soboty

Do wstrząsu w tzw. ruchu Bielszowice - części należącej do Polskiej Grupy Górniczej kopalni Ruda w Rudzie Śląskiej - doszło w sobotę 4 grudnia przed godz. 9. w rejonie jednej ze ścian, 780 metrów pod ziemią. Wskutek wstrząsu o magnitudzie ok. 2,5 doszło do obwału skał w wyrobisku na odcinku 50-60 m. Zostało tam uwięzionych dwóch pracowników. Akcja ratownicza rozpoczęła się ok. 9.30.

Po północy, po ok. 15 godzinach akcji ratownicy dotarli do pierwszego z poszkodowanych, z którym kilka godzin wcześniej nawiązali kontakt. Po przetransportowaniu go na powierzchnię, został zabrany do szpitala św. Barbary w Sosnowcu. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Ocalały górnik czuje się dobrze

Ocalały 31-letni górnik przebywa w szpitalu. Nie ma poważniejszych obrażeń. Lekarze określają jego stan jako dobry. Do końca tygodnia powinien opuścić szpital im. św. Barbary w Sosnowcu.

Pacjent jest w stanie ogólnym dobrym. Obecnie jest w trakcie dodatkowej diagnostyki na oddziale, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Nie ma obrażeń wewnętrznych, jest wydolny krążeniowo, oddechowo. Zeszła już opuchlizna pourazowa z części jego twarzy; dzisiaj będzie podjęta próba pionizacji pacjenta, czyli będzie stawiał pierwsze kroki po wypadku. Chcemy go do końca tygodnia wypisać ze szpitala - powiedział rzecznik sosnowieckiej placówki Tomasz Świerkot.

Mężczyzna może mówić o ogromnym szczęściu. Został wydobyty w nocy z soboty na niedzielę po kilkunastu godzinach akcji. Po wstrząsie znalazł się w niewielkiej pustej przestrzeni.

Górnik rozmawiał z ratownikami i mówił, że widzi światło z ich lamp. Za pomocą wysięgnika podano mu wodę i koc. Po kilku kolejnych godzinach został wyciągnięty ze zwałowiska i przewieziony do szpitala.