Kilkuset małych pacjentów będzie musiało poczekać do przyszłego tygodnia na operacje w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Szpital przekłada zabiegi, bo skończyły się pieniądze z kontraktu, a NFZ nie chce zapłacić za nadwykonania. W podobnej sytuacji jest szpital przy ul. Szaserów.

REKLAMA

Szpital do stycznia wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów. Po Nowym Roku na koncie Instytutu Matki i Dziecka mają się pojawić pieniądze z nowego kontraktu. Jeśli jednak NFZ zapłaci placówce za nadwykonania, szpital zacznie przyjmować chorych wcześniej.

Dyrektor Instytutu mówi, że już teraz powinien dostać 5,5 miliona złotych. Jeśli nie wstrzyma planowych przyjęć - na koniec roku dług wyniesie 7 milionów. Dlatego musi odłożyć np. kolejne operacje u dzieci, które wymagają kilku zabiegów. Czasami są kolejne etapy naprawcze niektórych wad wrodzonych czy deformacji, które powinny być wykonane w określonym czasie. Będą musiały być przesunięte te etapy zabiegów - wyjaśnia dyrektor Tomasz Maciejewski.

Teraz trwa analiza listy dzieci oczekujących na operacje. Lekarze decydują, które dzieci mogą naprawdę poczekać. Na pewno będzie to ponad 100 maluchów z Poradni Chirurgii Twarzowo-Szczękowej. Niewykluczone, że także dzieci z kliniki onkologicznej.

Dyrektor Maciejewski dostaje, że nie dość, iż NFZ nie płaci za nadwykonania, to na przyszły rok zaproponował instytutowi niższy kontrakt.

NFZ: Na liście pacjentów nie ma pilnych przypadków

Jutro dojdzie do spotkania dyrektora Instytutu Matki i Dziecka z szefem mazowieckiego oddziału NFZ. Na razie stanowisko Funduszu jest takie, że jeśli zapłaci za nadwykonania, to nieprędko i na pewno nie za wszystkie operacje. Jak zwykle będzie analizował, które z zabiegów ponad limit były zabiegami ratującymi życie. Te, które są uzasadnione, będą sfinansowane. Przede wszystkim te, które były związane z ratowaniem życia. Natomiast pozostałe będziemy analizować. Sprawdzimy też sposób ustawiania kolejki pacjentów oraz kwalifikacji do zabiegów - mówi Agnieszka Gołąbek z mazowieckiego oddziału NFZ.

Urzędnicy Funduszu dodają, że wstrzymanie przyjęć w Instytucie jest zaskoczeniem, bo szpital dostał w tym roku dodatkowe 3 miliony złotych na funkcjonowanie kliniki chirurgii. Startowali w styczniu z kwotą dwóch milionów, otrzymali dodatkowe 3 miliony. Zastanawiające, dlaczego mimo zwiększonego finansowania ta klinika generuje nadwykonania - mówi Gołąbek.

Zdaniem rzeczniczki, dyrektor Instytutu nie powinien straszyć rodziców, że nagle wstrzymuje przyjęcia, bo nie dotyczy to przypadków pilnych. Jak mówi Gołąbek, ze sprawozdania placówki wynika, że na liście oczekujących pacjentów nie ma takich przypadków - tylko przypadki stabilne.

Co więcej, według NFZ, szpital dostał propozycję wyższego kontraktu na przyszły rok. W zależności od klinik - od kilku do kilkunastu procent. Takie same wartości podaje dyrektor szpitala, twierdząc jednak, że o tyle kontrakt jest niższy.

SP i SLD chcą informacji ministra o sytuacji Instytutu

Posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski chcą, aby minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przedstawił sejmowej komisji zdrowia informację na temat wstrzymania planowanej działalności Instytutu Matki i Dziecka.

Członek komisji zdrowia Marek Balt z SLD zwrócił się w czwartek w tej sprawie do jej prezydium. Wystąpił też na konferencji prasowej, na której podkreślił, że w sprawie instytutu potrzebne są jak najszybsze działania. Zarzucił też ministrowi zdrowia, że nie realizuje on swoich konstytucyjnych obowiązków, a jedynie reaguje w sytuacjach awaryjnych. Pan minister bawi się w strażaka - mówił o Bartoszu Arłukowiczu. Co chwila wybucha jakiś pożar, jakaś katastrofa w służbie zdrowia, a pan minister doraźnie ją gasi - dodał. Podkreślił, że to męczy zarówno polityków, jak i społeczeństwo. Chcemy, żeby minister nie zabawiał się w strażaka, tylko przedstawił koncepcję rozwiązania problemów w służbie zdrowia - podsumował.

Klub Solidarnej Polski również chce, by minister Arłukowicz pojawił się na komisji zdrowia. Przedstawiciele tej partii złożyli też wniosek o pilne zwołanie posiedzenia tego gremium.

Szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk ocenił, że informacje o złej sytuacji IMiD są bulwersujące. Szpitale, których celem jest leczenie małych pacjentów, powinny dysponować płynnością finansową. Niespotykaną jest sytuacja, w której szpital, który jest naszą wizytówką, jeśli chodzi leczenie dzieci, nie dysponuje środkami potrzebnymi na zabiegli lecznicze, zabiegi zdrowotne dla małych dzieci, dla naszych dzieci - przekonywał. Dodał, że komisja zdrowia powinna zebrać się jak najszybciej, aby od ministra zdrowia poznać szczegóły sytuacji Instytutu i wspólnie szukać rozwiązań tej trudnej sytuacji.

Problemy mają także szpital przy Szaserów i CZD

Przyjęcia pacjentów ograniczył też warszawski szpital przy ul. Szaserów, a część wizyt zostało przełożonych na przyszły rok. Jak tłumaczy rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego Piotr Dąbrowiecki, w pierwszej połowie roku kwota za nadwykonania, za które NFZ nie zapłacił, wyniosła 28 mln złotych. W drugiej połowie roku jest to dodatkowo ok. 10 mln złotych.

Nie chcemy i nie możemy ograniczać przyjęć nagłych, pacjentów w stanie zagrożenia życia i zdrowia - podkreślił Dąbrowiecki. Dodał, że nagłych przyjęć jest coraz więcej i obecnie jest to 40 proc. wszystkich przyjęć.

Powiedział, że NFZ z roku na rok obniża szpitalowi kontrakt, natomiast co roku placówka przyjmuje więcej pacjentów. Zaznaczył, że niższy w porównaniu z rokiem 2012 będzie także kontrakt z Funduszem na 2013 r. Obecnie przyjmujemy 70 tys. pacjentów na hospitalizację, a 150 tys. udzielane są świadczenia ambulatoryjne - powiedział.

Planowe przyjęcia pacjentów do czterech klinik już na początku października ograniczyło Centrum Zdrowia Dziecka. Placówka ta jest zadłużona na ok. 200 mln zł. Jak powiedział rzecznik tej placówki Paweł Trzciński, planowe przyjęcia są nadal wstrzymane, ponieważ nic się nie zmieniło w finansowaniu. Zapewnił, że pomoc udzielana jest chorym z zagrożeniem życia lub z możliwością pogorszenia stanu zdrowia.