Za rzekomą próbą skompromitowania mnie miał stać Andrzej Zarębski – mówił przed sejmową komisją śledczą Jerzy Wenderlich. Taką informację miał mu przekazać Robert Kwiatkowski. Poza dorzuceniem kolejnego kamyka do ogródka prezesa TVP zeznania Wenderlicha nie wniosły nic nowego.

REKLAMA

Dowiedziałem się, że być może ktoś interesuje się informacjami na mój temat i będzie próbował mnie zniesławić - mówił dziś przed sejmową komisją Jerzy Wenderlich. Tezę, że za próbą skompromitowania go miał stać Zrębski podsunął szefowi komisji kultury prezes TVP.

Wenderlich w grudniu ubiegłego roku sugerował, że próbowano wywierać na niego naciski w sprawie projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Opowiadał, że był poddawany "szczególnym naciskom" ze strony "różnych grup interesów". Twierdził m.in., że jeden z lobbystów, związany z prywatną telewizją, poszukiwał "haków" na jego osobę, co miało na celu doprowadzić do tego, by przestał on kierować komisją kultury, która pracuje nad nowelą ustawy o rtv.

Sprawa nacisków na Wenderlicha kilkakrotnie pojawiała się podczas przesłuchań przed komisją śledczą. Presję miał wywierać Andrzej Zarębski. Ten jednak zdecydowanie temu zaprzeczył.

Ciekawsze niż same zeznania Jerzego Wenderlicha są z pewnością obyczaje panujące w samej komisji śledczej. Najwięcej wątpliwości budzi zachowanie przewodniczącego. Tomasz Nałęcz – jak wiadomo – z wieloma osobami przesłuchiwanymi przez komisję jest na stopie towarzyskiej. Ostatnio zjawił się na imieninach Aleksandry Jakubowskiej.

O tym, jak tłumaczył swoje postępowanie Nałęcz i jak oceniają je inni posłowie z komisji, posłuchaj w relacji reportera RMF Tomasza Skorego:

Foto: Marcin Wójcicki RMF Warszawa

16:35