"Przy tym tempie już w przyszłym tygodniu możemy mieć sędziów Sądu Najwyższego z nowego naboru. Przypuszczam, że wśród nich będzie osoba, której prezydent powierzy kierowanie Sądem Najwyższym” – mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Patrykiem Michalskim rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. Sędzia przypuszcza, że jeśli tak się stanie to „pani prezes Gersdorf opuści budynek sądu, bo zostanie do tego zmuszona okolicznościami. I wtedy rozpocznie się zupełnie nowy rozdział historii Sądu Najwyższego”. A będzie to Sąd Najwyższy, do którego procedura naboru jest łatwiejsza w porównaniu z awansem do sądu okręgowego – co sędzia wyjaśnia w wywiadzie. Nasz reporter zapytał też o to, czy nowa Krajowa Rada Sądownictwa może realizować polityczny scenariusz Prawa i Sprawiedliwości na zmiany w Sądzie Najwyższym oraz o to, czy w Sądzie Najwyższym jest już gotowe zaplecze, by izba dyscyplinarna, która zostanie wyłoniona, mogła szybko rozpocząć prace.

REKLAMA

Patryk Michalski, RMF FM: Krajowa Rada Sądownictwa przyspieszyła. Posiedzenie plenarne planowane na wrzesień, rozpoczyna się już dzisiaj i rozpocznie opiniowanie kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Jak Pan ocenia to przyspieszenie?

Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego: To nie jest zaskoczenie. Wydaje się, że chodzi o to, by zdążyć z zakończeniem wszystkich procedur przed ewentualnymi ruchami Trybunału Sprawiedliwości czy Unii Europejskiej. Trudno to inaczej zinterpretować. Od początku to przewidywaliśmy i od początku wątpiliśmy we wrześniowy termin posiedzenia KRS.

Rada przyspieszając swoje działania może realizować polityczny scenariusz Prawa i Sprawiedliwości na zmiany w Sądzie Najwyższym?

Tego oczywiście nie wiem, ale można to tak interpretować. Nie zdziwiłbym się, gdyby takie były komentarze. Zależność między procedurami ze strony Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej, czy ewentualnych ruchów trybunału luksemburskiego i tym pośpiechem jest bardzo wyraźna. Wydaje się, że przy tym tempie już w przyszłym tygodniu możemy mieć sędziów Sądu Najwyższego z nowego naboru.

I co się wydarzy, jeśli do końca miesiąca nowi sędziowie będą chcieli rozpocząć pracę w Sądzie Najwyższym?

Przypuszczam, że wśród tych sędziów będzie osoba, której prezydent powierzy kierowanie Sądem Najwyższym, bo taka możliwość jest zapisana w ustawie. A jeśli tak się stanie, to przypuszczam, choć to będzie decyzja pani prezes Małgorzaty Gersdorf, że opuści budynek sądu. Zostanie zmuszona okolicznościami do opuszczenia tego budynku. No i wtedy rozpocznie się zupełnie nowy rozdział historii Sądu Najwyższego.

Jaki to będzie rozdział?

Będziemy go pewnie mogli ocenić dopiero z jakiegoś dystansu, po jakimś czasie. Nie będzie to na pewno ten Sąd Najwyższy, do którego przywykliśmy od 1990 roku. Procedura naboru, z którą teraz mamy do czynienia, jest zupełnie niespotykana, skrótowa w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia dotychczas. Ale także jest skrótowa nawet w porównaniu z procedurą naboru sędziów na stanowisko w sądzie okręgowym. To znaczy, jeśli sędziego sądu rejonowego chciałby awansować do sądu okręgowego.

Na czym polega ta różnica?

Tam wszystko się odbywa na podstawie pisemnych opinii kolegium, zgromadzenia ogólnego różnych ciał i dopiero na końcu tego całego dosyć długiego procesu jest Krajowa Rada Sądownictwa. Tymczasem w odniesieniu do Sądu Najwyższego mamy procedurę, która ogranicza się do Krajowej Rady Sądownictwa. Dotychczas kandydaci do Sądu Najwyższego byli poddawani drobiazgowej ocenie, analizowano poszczególne decyzje procesowe, merytoryczne, ich prawidłowość, zgodność z wzorcami. Tego wszystkiego teraz nie dostrzegam. Nie wiem, na czym ta procedura polega. Być może będziemy wiedzieli więcej po posiedzeniu plenarnym. Ale ta skrótowość jest zaskakująca, wydaje się zupełnie nielogiczna w odniesieniu do sędziów Sądu Najwyższego. Można by tę dysproporcję zrozumieć w drugą stronę, gdyby do Sądu Najwyższego była jeszcze bardziej rozbudowana procedura niż na stanowiska sędziego sądu okręgowego. Trudno to wyjaśnić, poza okolicznościami, z którymi mamy do czynienia. W przyszłości należałoby to zmienić. Sędziowie Sądu Najwyższego - bez względu na to, jaki sąd to będzie - powinni mieć na ten wybór jakiś wpływ. Być może warto byłoby też nabór uzupełnić o dodatkowe elementy - na przykład publiczne wysłuchania. Natomiast takie drastyczne skrócenie tej procedury wydaje się całkowicie bezzasadne.

Mówiąc wprost, procedura do Sądu Najwyższego - najważniejszego sądu w Polsce - jest mniej wymagająca niż podczas starania się o awans z sądu rejonowego do okręgowego?

Tak w tej chwili jest, z takimi realiami mamy do czynienia. Nie sposób to racjonalnie uzasadnić. Nie powinno tak być w Sądzie Najwyższym, który stoi na szczycie tej całej drabiny, można tutaj uchylić najróżniejsze, prawomocne już orzeczenia, wydawane przez wszystkie sądy w kraju - po rozpoznaniu oczywiście określonych środków. Wydawało się, że tu powinni trafiać ci najlepsi sędziowie, najlepsi naukowcy czy tacy, którzy są i jednym, i drugim. Po to, żeby w rozsądny sposób kształtować orzecznictwo w innych sądach, we wszystkich sądach w kraju. Wpływać na rozumienie przepisów, na ich interpretacje, na to, żeby te orzeczenia były jednolite. Szanse na to nieco maleją. W nowej procedurze łatwo przeoczyć jakiegoś kandydata, który tych bardzo wysokich wymagań nie spełnia. Być może są wśród nich sami doskonali i ryzyko jest minimalne, ale wydaje się, że przy tak krótkiej procedurze bardzo łatwo przepuścić osobę, doprowadzić do objęcia stanowiska przez osobę, która nie jest dostatecznie sprawdzona.

A może ważniejsze są poglądy polityczne?

Być może tak jest - nie chciałbym tego recenzować tego. Niech każdy sam ocenia - zresztą łatwo o te oceny, każdy może się o nie pokusić, obserwując to wszystko, co się dzieje wokół Sądu Najwyższego i to, jaki jest cel tych wszystkich zabiegów i zmian, z którymi mamy do czynienia od szeregu miesięcy. Czy rzeczywiście tym celem jest jakieś udoskonalenie Sądu Najwyższego, usprawnienie jego pracy, spowodowanie, że będzie to praca na wyższym poziomie merytorycznym, że postępowania zostaną skrócone? Na razie - prawdę mówiąc - nie zanosi się na to. Nie widać takich symptomów, żeby to miało doprowadzić - jeśli takie były cele - do realizacji tych celów.

Sąd Najwyższy może stracić swój autorytet?

Może się tak stać. To oczywiście będzie znowu zależało od wielu elementów - od tego, jak ci nowi sędziowie będą orzekać, jakie orzeczenia będą wydawać, jakie tutaj standardy zapanują w Sądzie Najwyższym. Być może nasze obawy są nieuzasadnione, ale obserwując pracę Trybunału Konstytucyjnego czy samej Krajowej Rady Sądownictwa, można się obawiać, że ten autorytet będzie inny niż dotychczas.

Największe stowarzyszenia sędziowskie twierdzą, że ten konkurs na sędziów Sądu Najwyższego może być nieważny. Takie wątpliwości mogą być podnoszone?

Podnosi się wątpliwości co do samego obwieszczenia o wolnych stanowiskach i co do tego, że powinno być opatrzone kontrasygnatą Prezesa Rady Ministrów. Podnosi się także wątpliwości co do tego, czy Krajowa Rada Sądownictwa jest tą Krajową Radą Sądownictwa, o której mowa w Konstytucji. Chodzi tutaj o sposób wyboru sędziów do składu Rady. Być może ktoś kiedyś będzie to w jakiejś procedurze oceniał. Być może zajmie się tym Trybunał Konstytucyjny. Nie są to pojedyncze wątpliwości i są zgłaszane przez osoby o niemałym autorytecie naukowym czy prawniczym. Nie należałoby ich bagatelizować.


(mn)