Sopocka poradnia diabetologiczna - uznawana ze jedną z lepszych na Pomorzu - odwołuje wizyty pacjentów. Zgodnie z rozpisanym przez NFZ konkursem, od 1 lipca może dostać tylko 30 procent dotychczasowego kontraktu. "Chcemy wyrównać dostęp do specjalistów w skali województwa" - tłumaczy NFZ.

REKLAMA

Finansowanie poradni w półrocznej skali ma zmniejszyć się z 200 do 68 tysięcy złotych. Z pracy musiało już odejść dwóch lekarzy specjalistów, którzy nie chcieli czekać do lipca na zwolnienie. Personel odwołał kilkaset planowanych na przyszłość wizyt. W tej chwili obsługujemy około 3 tysięcy pacjentów w poradni diabetologicznej. Z tego około 900 osób to mieszkańcy Sopotu, reszta to mieszkańcy Trójmiasta i okolic. Natomiast będziemy mogli obsłużyć tylko 30 procent z nich - mówi doktor Waldemar Krupa, dyrektor poradni.

W Sopocie pracuje obecnie jeszcze pięciu diabetologów. Ta liczba od lipca najpewniej jeszcze się zmniejszy. Część pacjentów już teraz zabiera z poradni swoje dokumenty. To jest po prostu głupota. Do tej pory wydawało się, że prawdą jest, iż pieniądz będzie szedł za pacjentem. Bo taka była idea powstania zarówno Kas Chorych, a potem Narodowego Funduszu Zdrowia. A w tej chwili jest to jawne zaprzeczenie tego. To nie pieniądze idą za pacjentem, tylko pacjent ma iść tam, gdzie Narodowy Fundusz Zdrowia zechce uprzejmie dać kontrakt. Tak to trzeba nazwać - mówi Krupa.

Jeden z pacjentów: Jestem oburzony sytuacją

Pan Karol z Gdańska miał na 25 kwietnia zaplanowaną wizytę, na którą czekał od blisko 3 miesięcy. Odwołano ją z powodu rezygnacji lekarza. Jestem oburzony całą sytuacją. Dwa lata temu polecono mi tę poradnię i przeniosłem się do niej z Gdańska. Z efektów leczenia jestem bardzo zadowolony, bo wyrównały mi się cukry. Mają tam zresztą sprzęt do badania poziomu glukozy z palca. Może wynik jest nieco mniej precyzyjny, niż przy pobraniu krwi z żyły, ale jest od ręki. W Gdańsku, gdzie leczyłem się wcześniej, wynik był dopiero po dwóch dniach, a to wiązało się z ponowną wizytą w poradni - mówi pan Karol. Dodaje, że mimo, iż mieszka w Gdańsku, wygodniej byłoby mu leczyć się w Sopocie. Sopot był mi bardzo na rękę ze względu na lokalizację. Miałem tam blisko z pracy, a przecież do lekarza najczęściej chodzi się w dzień - zauważa.

NFZ: Musi się zmienić filozofia liczenia pieniędzy

Barbara Kawińska, dyrektor pomorskiego oddziału NFZ tłumaczy, że finansowanie - nie tylko diabetologii - w Sopocie było przesadzone w porównaniu do liczby mieszkańców. Mam takie wrażenie, że po prostu przyjmowano wszystkich, bez żadnego oczekiwania, żeby po prostu skonsumować kontrakt. Teraz powinna się trochę zmienić filozofia liczenia pieniędzy. Czyli przede wszystkim pieniądze dla swoich pacjentów, dla pacjentów miasta Sopotu - tłumaczy Barbara Kawińska.

Dodaje jednak, że wie, iż poradnia przyjmowała pacjentów z całego Trójmiasta, a kontrakt był wykonywany w pełni. Pewnie by tak było dobrze. Tylko, że przede wszystkim kontraktujemy na mieszkańców danego miasta, czy danego powiatu. Natomiast, jeżeli pacjenci będą widzieli tam właśnie tę swoją ostoję, to miejsce najlepsze do leczenia na terenie naszego województwa, i my będziemy widzieli, że tam jest rozliczana większa liczba pacjentów spoza miasta Sopotu, to będziemy się zastanawiać, co z tym zrobić - tłumaczy Kawińska. Wyjaśnia, że nowe kontrakty, które będą obowiązywać od pierwszego lipca, mają wyrównać dostęp do specjalistów w skali województwa. Zyskać miałyby nam tym np. powiaty chojnicki czy bytowski.