Platforma Obywatelska w sejmowej komisji hazardowej robi wszystko, aby ukryć fakt podstawowy - twierdzi Marek Migalski z PiS. Cel spychany przez Platformę na margines - przez wykluczenie posłów PiS-u Beaty Kempy i Zbigniewa Wassermanna - to zdaniem Migalskiego odpowiedź na pytanie: Co Zbigniew Chlebowski robił na cmentarzu i na stacji benzynowej z biznesmenem pewnej branży?.

REKLAMA

Pytanie tylko, czy Platformie chodziło o czas, czy całkowite skompromitowanie prac komisji. Jeśli o czas, to cel ten został osiągnięty. Odwołane zostały wszystkie przesłuchania w tym tygodniu, w tym planowane na jutro kluczowe dla opozycji przesłuchanie wiceministra finansów Jacka Kapicy, na którego PiS ostrzył sobie zęby. Mam mu do zadania parę trudnych pytań. Co jest do ukrycia? Dlaczego potrzeba jeszcze paru dni? Do czego - pyta Bartosz Arłukowicz z SLD.

Jest też podejrzenie, że manewr usunięcia Kempy i Wassermanna miał posłużyć do skompromitowania i sparaliżowania całej komisji, by w rewanżu partia Kaczyńskiego zbojkotowała jej prace. Wtedy Platforma mogłaby podważyć sensowność prac komisji w ogóle. Sens pracy bez udziału członków jednego z klubu jest wątpliwy - mówi otwarcie Andrzej Halicki. Posłuchaj relacji reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

W piątek Wassermann i Kempa zostali wykluczeni ze składu komisji hazardowej. Wniosek w tej sprawie złożyli Sławomir Neumann i Jarosław Urbaniak z PO. Argumentowali, że posłowie PiS muszą zostać przesłuchani przed komisją jako świadkowie, bo w 2007 r. jako przedstawiciele rządu składali uwagi do projektu zmian w ustawie hazardowej.