Policja jest bezradna w sprawie kierowcy porsche, który pędził ulicami Warszawy z prędkością 300 km/h. Jak dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada, nie ma na razie możliwości ukarania drogowego pirata.

REKLAMA

Policja w żaden sposób nie może natrafić na ślad kierowcy. Nie jest też w stanie ustalić, kiedy doszło do tej szaleńczej jazdy.

Drogówka wszczęła postępowanie pod koniec marca, gdy w internecie pojawił się film zarejestrowany kamerą z wnętrza luksusowego porsche. Wskazówka szybkościomierza zatrzymuje się w czasie jazdy w okolicach 300 km/h. Wiadomo tylko, że pojazd osiągnął tę gigantyczną prędkość na jednym z dojazdów do stołecznej obwodnicy.

Funkcjonariuszom udało się odnaleźć właściciela samochodu, który jednak tłumaczył, że to auto pokazowe, bezpłatnie użyczane różnym ludziom. A ponieważ nie wiadomo, kiedy doszło do wykroczenia, nie ma możliwości zażądania od tego mężczyzny, by podał, kto siedział wtedy za kółkiem.

Policjanci liczą jeszcze w tej sprawie na świadków, których do tej pory brak.

(es)