Za kierownicą białego BMW M3 pędzącego po Warszawie na pewno siedział Robert N. pseudonim Frog. Jak ustalił Mariusz Piekarski, świadkiem, który to potwierdził prokuratorom, jest pasażer samochodu. Prokurator generalny Andrzej Seremet potwierdził, że śledczy mają zeznania tego świadka.

REKLAMA

Potwierdzam tylko tyle, że prokuratura dysponuje zeznaniami świadka, który znajdował się w tym samochodzie - mówi prokurator generalny Andrzej Seremet.

Pasażerem nie jest łączony z tą sprawą Marcin C. W rozmowie z naszym dziennikarzem zaprzeczył, by brał udziału w nagranym i upublicznionym rajdzie ulicami Warszawy. Przyznał jednak, że wcześniej korzystał z BMW i składał zeznania dotyczące swojej jazdy tym samochodem. Jak zapewnia, tylko to łączy go z tą sprawą.

Zaznacza, że nie siedział jednak w BMW, gdy "Frog" łamał przepisy, więc to nie on - jak mówi - potwierdził prokuratorom tożsamość Roberta N.

Teraz śledczy próbują zebrać dowody, by postawić "Frogowi" zarzut sprowadzenia bezpośredniego zagrożenia w ruchu drogowym.

W ubiegłym tygodniu do sieci trafił film, na którym widać m.in., jak białe BMW M3 pędzi przez Warszawę, przejeżdża przez skrzyżowanie na czerwonym świetle i omija wysepki z lewej strony.

Wiele wskazuje na to, że w poniedziałek "Frog" opublikował na YouTube jeszcze jeden filmik. Na nagraniu kpi z policjantów. Tak głośnej i medialnej sprawy nikt się nie spodziewał, ale skoro dzieje się jak się dzieje - niech żyje bal - taki wpis pojawił się przy nagraniu. Pozdrawiam naszą kochaną policję, która średnio daje radę. Do zobaczenia - mówił autor filmu.

Policja poszukuje już "Froga" - jednak nie w związku ze sfilmowanym wyścigiem sportowym BMW po ulicach Warszawy, ale za ucieczkę przed funkcjonariuszami w lutym tego roku w okolicach Kielc.

Cztery miesiące temu policjanci ścigali Roberta N. 35 kilometrów, złamał wtedy kilkadziesiąt przepisów. Okazuje się, że do tej pory jest bezkarny. Teraz szuka go za to policja.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

W marcu śledczy z Kielc stwierdzili jednak, że jadąc z prędkością 220 km/h i łamiąc równocześnie 80 razy przepisy, nie popełnił przestępstwa i sprawę umorzyli. Teraz więc Robert N. ma odpowiadać za wykroczenia. Co ciekawe - jak zauważa reporter RMF FM Krzysztof Zasada - te poszukiwania ruszyły dopiero kilka dni temu.