​Tylko niespełna 140 tysięcy podpisów udało się zebrać pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz Waltz - dowiedział się dziennikarz RMF FM. Według prawa dziś upływa termin, w którym inicjatorzy mieli zebrać 132 700 podpisów. Problem w tym, że część z nich komisja może uznać za nieważne.

REKLAMA

Referendum raczej się nie odbędzie i wątpią w to sami organizatorzy. Zwykle przy weryfikacji zbieranych przez dwa miesiące podpisów poważna część z nich zostaje skutecznie zakwestionowana przez sprawdzającą ich prawidłowość komisję wyborczą. Za nieważne z reguły uznawanych jest od 15 do 30 proc. zebranych podpisów.

Jak mówił w rozmowie z RMF FM radny Piotr Guział, przy progu prawie 133 tys. podpisów, żeby mieć pewność, że wniosek o referendum będzie skuteczny, potrzebne byłoby około 170 tys. zebranych podpisów. Nadwyżka tylko kilku tysięcy ponad wymagany limit raczej nie daje szans na to, że po ich sprawdzeniu wniosek o referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy zostanie uznany. Z kolei w rozmowie z PAP powiedział, że nie złoży do komisarza wyborczego podpisów zebranych pod wnioskiem, gdyż kilka procent więcej głosów to za mało by angażować komisarza wyborczego i narażać na dodatkowe koszty. Guział zarzucił też bierność m.in., politykom PiS, że nie przyłączyli się do akcji referendalnej.

Wniosek o referendum jest pokłosiem afery reprywatyzacyjnej. Ogromne kontrowersje wzbudziła m.in. sprawa działki obok Pałacu Kultury, pod dawnym adresem Chmielna 70. Miasto zwróciło ją w 2012 r. w prywatne ręce, mimo że najprawdopodobniej wcześniej przyznano za nią odszkodowanie na podstawie umowy międzynarodowej. Wartość działki szacowana jest nawet na 160 mln zł.

(az)