Policjant, który wstawiał się za "Staruchem" w PZPN-ie, wrócił na stanowisko naczelnika Wydziału do spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców Komendy Stołecznej - dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Podinspektor Radosław Ścibiorek stracił funkcję po tym, jak poprosił PZPN, by sprzedał "Staruchowi" bilet na finał Pucharu Polski w Bydgoszczy, mimo że ten miał zakaz stadionowy.

REKLAMA

Potwierdzam, Radosław Ścibiorek wrócił na stanowisko 1 marca - powiedział naszemu reporterowi rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek. Zaznaczył, że chodziło o danie naczelnikowi drugiej szansy. To człowiek, który zdobywał doświadczenie za granicą, ma wielką wiedzę dotyczącą zabezpieczania imprez masowych - podkreślił. Dodał, że po utracie stanowiska Ścibiorek nadal zajmował się w KSP kwestiami bezpieczeństwa na stadionach.

W podobnym tonie wypowiadał się rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski, który stwierdził w rozmowie z Krzysztofem Zasadą, że kara nie może trwać wiecznie. Według Sokołowskiego, naczelnik odpokutował swój czyn, a policja chce dalej korzystać z jego doświadczenia, bo jest świetnym funkcjonariuszem i jednym z najlepszych specjalistów, jeśli chodzi o zwalczanie przestępczości pseudokibiców.

Stanowisko stracił z hukiem przed dwoma laty

Ścibiorek stracił stanowisko przed dwoma laty, po zadymie po meczu Pucharu Polski między Legią Warszawa a Lechem Poznań na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy. Zamieszki wybuchły tuż po zakończeniu spotkania - pseudokibice zaczęli niszczyć krzesła i ogrodzenie, wdarli się na murawę, gdzie poturbowali operatorkę telewizyjną, zniszczyli reklamy elektroniczne i głośniki. Do akcji musiała wkroczyć policja, bo pracownicy firm ochroniarskich nie byli w stanie przywrócić porządku na stadionie.

Straty wyceniono na 82,5 tysiąca złotych. Pieniądze zwrócił organizatorom spotkania Polski Związek Piłki Nożnej.

Po burdach w Bydgoszczy zarzuty usłyszało ponad 120 chuliganów. Wśród nich był także nieformalny lider kiboli Legii Piotr S., pseudonim Staruch. Na meczu pojawił się mimo zakazu stadionowego. Jak się później okazało, o sprzedanie mu biletu poprosił w piśmie do PZPN-u właśnie Ścibiorek.