Łódzcy policjanci przez kilka godzin szukali bandytów, którzy rzekomo uprowadzili 25-letniego mężczyznę. O napastnikach w kominiarkach, którzy do samochodu wciągnęli "ofiarę" powiadomiła kobieta, która na własne oczy widziała dramatyczną scenę. Jak się jednak okazało, porwanie było żartobliwym wstępem… do wieczoru kawalerskiego.

REKLAMA

Sprawa wyglądała bardzo poważnie i tak też została potraktowana przez policję. Natychmiast wszczęto procedury zmierzające do ustalenia właścicieli obu samochodów. Do radiowozów przekazano komunikaty i rozpoczęto poszukiwania, w które zaangażowano służby prewencyjne i pionu kryminalnego – relacjonowała podinspektor Joanna Kącka z łódzkiej policji.

Po czterech godzinach policjanci dotarli do mężczyzny, na którego firmę zarejestrowany był jeden z samochodów. Okazał się nim wujek rzekomo porwanego, który wyjaśnił, że uprowadzenie było zaplanowanym żartem. Funkcjonariusze dotarli do „porwanego" mężczyzny i dopiero po przesłuchaniu w komisariacie mógł on rozpocząć swój wyjątkowy wieczór.