Śledczy ustalili tożsamość 10 osób, które swym zachowaniem podczas marszu środowisk narodowych w Warszawie w 2017 roku mogły łamać prawo - dowiedział się reporter RMF FM. Żadnej z nich nie postawiono jednak zarzutów. Dlaczego w trwającym półtora roku śledztwie wciąż nie ma podejrzanych?

REKLAMA

W postępowaniu dotyczącym publicznego propagowania faszyzmu oraz nawoływania do różnic na tle rasowym, etnicznym i religijnym wciąż nie ma podejrzanych. Niektóre z osób, których tożsamość ustaliła policja, zaprzeczyły, że to one są widoczne na zdjęciach wypreparowanych z materiałów filmowych z marszu. Dodajmy, że ich tożsamość potwierdziły tak zwane ekspertyzy antroskopijne. Części osób nie udało się udowodnić, że są na zebranych nagraniach.

Jedynie cztery osoby potwierdziły, że uczestniczyły w pochodzie i niosły zakazane transparenty. Im też nie postawiono zarzutów. Wyjaśnienia prokuratury w tej sprawie są kuriozalne. Podczas przesłuchań te osoby zapewniały, że są przeciwnikami totalitarnych systemów, że nie należą do organizacji pochwalających takie poglądy, a banery i flagi, z którymi je sfotografowano, nie były ich.

Jak dowiedział się reporter RMF FM, cała dziesiątka ma status świadka w śledztwie. Te osoby przesłuchano jednak z uprzedzeniem o możliwej odpowiedzialności.

Trwają czynności procesowe mające na celu ustalenie innych osób, które mogły się dopuścić zachowań stanowiących naruszenie prawa w trakcie Marszu w oparciu o dostępny materiał dowodowy. Ostatnio prokurator zlecił policji wykonanie kolejnych czynności procesowych w tym zakresie - zapewnia Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

"Zamach na Adamowicza niczego śledczych nie nauczył"

"Styczniowy zamach na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza niczego śledczych nie nauczył" - tak Krzysztof Parchimowicz ze stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia komentuje informacje dziennikarzy RMF FM.

Zarzuty powinny być postawione - twierdzi prokurator Parchimowicz. To sąd ma oceniać, czy doszło do popełnienia przestępstwa publicznego propagowania faszyzmu, czy nawoływania do różnic na tle rasowym, etnicznym i religijnym.

Znane są osoby, które niosły transparenty z agresywną treścią, powinny usłyszeć już zarzuty. Moim zdaniem nie ma zdecydowanej woli w prokuraturze by rozprawić się z tym problemem - mówi prawnik.